czwartek, 14 lutego 2013

Avalon - r. 6



Rozdział 6
Mijały dni, miesiące, być może całe wieki. Poranki i południa spędzone na ćwiczeniach, wieczory podczas których elfy planowały odwet Avalonu. Noce pełne snów i marzeń, oraz tajemnych wypraw Greit do ogrodu by podziwiać i od nowa poznawać to, co nauczyła się kochać w swym królestwie.
Całe szczęście i spokój prysło w jednej chwili, gdy po ćwiczeniach wszyscy oprócz Greit udali się do pokoju. Po chwili przyszła Samanta.
- Pozostaw tu broń i włóż to - rzekła podając jej pierścień.
Wykonany był ze złota, lekki na dłoni, lecz niezwykle ciężki na palcu. Greit włożyła go i poczuła jak wysysa jej magię. Złożyła broń przed drzwiami, wiedząc że to zachowanie świadczyło tylko o jednym: zawiniła swemu panu. Samanta otworzyła drzwi wpuszczając ją do środka.
Aladar wstał widząc jak wychodzi, a gdy zbliżyła się do niego Amita podeszła i pchnęła ją zmuszając do pokłonu.
- Amito powiedz co zarzucasz Greit.
Elfijka pojęła że uczyniła coś poważnego, gdyż jej król nigdy tak się do niej nie zwracał.
- Nocami wykradała się do ogrodu i godzinami przemawiała tam w ukłonie. Mówiła do Jahwala - odparła bez zawahania.
- Greit, czy to prawda?
- Mój Królu, ona ma rację. Udawałam się do ogrodu, lecz modliłam się do Wielkiego Lwa, dziękując za pomoc w dotrzymaniu obietnicy, oraz za proroctwo które... - wyszeptała nie podnosząc głowy.
- Nie słuchaj jej, Mój Panie - przetrwała Amita - ona łże, kłamie przeciw tobie! Ona... ona zasługuje na karę!
- Więc co według ciebie powinienem uczynić?
- Wymaż jej wspomnienia, zrań i bliską śmierci wypuść na targ.
Książę spojrzał na elfa klęczącego przed nim i wydał osąd.
- Nigdy nie sądziłem że się tego dopuścisz. Zabrałem cię z targu i powoli zaczynałem ci ufać. Nie wiem czy myślałaś że jestem takim głupcem, czy aż tak nierozważny. Lecz omal nie zapomniałem o jednym: wciąż jesteś jedną z niewiernych, więc nie wolno ci ufać, Amito.
Greit ze zdumieniem napięła mięśnie. Osąd ją zdziwił, lecz zachowała spokój. Jakaś jej część mówiła że stanie się coś złego. Wtedy to usłyszała. Dźwięk dobywanych ostrzy, ledwie dosłyszalny odgłos napinania mięśni. Elfijka wyskoczyła w powietrze zasłaniając swego króla własnym ciałem. Dwa sztylety wyrzucone przez Amitę wbiły się w nogę i ramię elfa.
- Najpierw musisz zabić mnie. - powiedziała Greit wydobywając broń z ran.
Elfijka rzuciła się na przeciwnika. Atakowała i broniła się z nie zważając na ból. Obróciła się wokół własnej osi i zadała silne ciosy nożem przypierając Amitę do ściany. Mimo że z ran sączyła się krew, a ramiona i nogi zaczęły jej drżeć przyłożyła jej nóż do gardła skutecznie ją unieruchamiając.
- Zwiążcie dłonie Amicie i dajcie jej pierścień! - Aladar zareagował natychmiast
Gdy dziewczyny zbliżyły się by wykonać rozkaz Greit opuściła sztylet i odwróciła się stając twarzą w twarz ze swym królem. Opuściła głowę, a on chwycił jej dłoń i szepcząc słowo mocy ściągnął pierścień. Następnie wziął ją w ramiona, zaniósł na swe łoże i udał się do kuchni. Powrócił po chwili z wodą i tkaniną.
- Dziękuję, Greitsien - powiedział przemywając jej rany.
- To zbyteczne, mój królu. - odparła drżącym głosem.
- Nie, mylisz się - wyszeptał kładąc dłoń na jej policzku - Sądzisz ktoś kto gotów jest zginąć w moje imię, walczyć za mnie do ostatniej kropli krwi, nie powinien być leczony ani nie winienem mu dziękować? Greitsien, nie dane mi było poznać dzielniejszego elfa.
- Pochlebiasz mi mój panie. Ale Amita ma rację, ja...
- Greitsien, ufam ci bezgranicznie i wiem, że cokolwiek czynisz nie pozwolisz aby stała mi się krzywda.
Gdy skończył ją leczyć podniósł się i podszedł do Amity.
- Amito - rzekł - sama wymierzyłaś sobie karę. Zbyt głośno myślałaś, twoje zamiary były mi znane. Sądziłaś że skoro ona stała się najlepsza z was, to wystarczy się jej pozbyć i będziesz kiedyś królową na Avalonie. A gdy odkryłem prawdę chciałaś się mnie zmusić. Zabierzcie ją. Jutro się nią zajmę. Przygotujcie posiłek.
Gdy dziewczyny wyprowadziły Amitę, Greit podniosła się by ruszyć za nimi, lecz Aladar powstrzymał ją ruchem dłoni. Nieśmiało usiadła obok swego pana.
- Mój królu - zaczęła cicho - pozwól iż dziś w nocy ukarzę ci mą tajemnicę. Jeżeli odmówisz ja... ja zrozumiem.
- Greitsien, z chęcią ujrzę twój sekret, lecz proszę, powiedz mi czy to jest powodem tej wielkiej nadziei która od pewnego czasu tak iskrzy w twych oczach?
- Tak, mój panie. To nadzieja i radość, proroctwo Avalonu.
Uśmiechnął się do niej i czekali w ciszy na posiłek. Gdy już go spożyli wszyscy udali się do ogrodu.
Greit usiadła na ziemi i zaczęła się modlić. Chwilę później wstała i wskazała na pustkę ponad nimi. Można było wpatrywać się w nią i nic nie dostrzec, lecz w miejscu które wskazała co chwilę pojawiało się mdłe światełko. Gwiazda.
- To Jaspis, najjaśniejsza z gwiazd w gwiazdozbiorze Skrzydlatego Lwa. - rzekł po chwili Aladar - Magia Jahwala słabnie, a czasy Avalonu niedługo powrócą.


...w miejscu które wskazała co chwilę pojawiało się mdłe światełko. Gwiazda...

środa, 13 lutego 2013

Avalon - r. 5

Rozdział 5
Po posiłku nadszedł czas na ćwiczenia. Sztylety wraz z wszelką bronią zostały odłożone na bok. Greit poczuła jak przez lata skrywana w niej magia powoli zaczyna znów krążyć w jej żyłach. Wraz z nią powróciły wspomnienia. Śnieżnobiały Avalon, kryształowy sufit, pomniki Lwa... Teraz gdy jej król był obok, w każdym jego spojrzeniu widziała pewność że on również jest gotów na wszystko, aby odzyskać swoją ojczyznę. 
Wyprostowała dłoń i z uśmiechem przyglądała się płomieniowi na jej dłoni. To było jedno z najprostszych zaklęć, lecz czuła że zbyt szybko traci siłę. Zamknęła dłoń, a płomień rozprysł się na tysiące kawałków. Jej serce biło szybciej i wydawało jej się że na świecie jest za mało powietrza aby pomieścić się w jej płucach.
- Greitsien, jeśli nie czujesz się na siłach nie musisz tego robić - rzekł zaniepokojony książę.
- Mój Panie, byłabym wdzięczna jeśli pozwolisz mi wrócić do formy.
Uśmiechnął się na te słowa i oparł jej dłoń na ramieniu.
- Wiedz, iż nie mam nic przeciw temu, lecz proszę, Greitsien odpocznij.
Skinęła głową w odpowiedzi i przyglądała się jak kobiety u jej boku używają magii.
Następnie przyszedł czas na strzelanie z łuku. Świsty strzał co chwilę przecinały powietrze. Każda z nich trafiała, lecz jako jedyne elfy trafiały bezbłędnie. Później były bitwy na miecze. Gdy już się odbyły, okazało się że Greit wygrała wszystkie pojedynki.
- Greitsien - powiedział Aladar cały czas siedzący z boku - ta która zwycięży wszystkie bitwy, walczy ze mną, lecz jeśli nie czujesz się na siłach nie musisz tego robić...
- Walka z Tobą, Mój Panie, jest dla mnie zaszczytem - odparła dobywając miecza.
Wyszeptała słowo mocy czyniąc swój miecz tępym. Jej król uczynił to samo i pozdrowił ją unosząc ostrze ku górze. Odpowiedziała szykując się do obrony. Zaatakował z góry, a ona płynnie odparowała cios. Ciął prostym rucham na krzyż, więc Greit broniła się czekając na okazję do ataku. W końcu próbował zadać cios w jej szyję, lecz robiąc salto uskoczyła do tyłu. Odbiła się od ściany lecąc prosto na Aladara. Odbił atak.
- Greitsien - powiedział zataczając kręgi wokół niej - od dawna nie miałem godnego siebie przeciwnika.
Z boku wyglądało to jak taniec. Unikali i atakowali z bezbłędną płynnością. Ani na moment się nie zatrzymali. Tacy niezwykli tancerze. Tańczący taniec życia i śmierci.
Aladar zaatakował, lecz Greit zbyt późno zareagowała. Jej miecz znalazł się w powietrzu, a ona była przyparta do ściany. Bezbronna, ale gotowa zginąć z Jego ręki. Stała twarzą w twarz ze swym Panem. Wpatrzona w jego błękitne niczym woda oczy. Chciałaby w niej nurkować przez wieki.
Pan Avalonu schował miecz.
- Dziękuję ci za tę walkę - szepnął patrząc w jej ciemne oczy. - Mogę mieć do ciebie prośbę?
- Oczywiście...
- Opowiedz co stało się z tobą i pałacem po Wielkiej Bitwie.
- Zaraz po twym odejściu - zaczęła siadając - pałac zaczął się trząść jakby miał się rozpaść, lecz tak się nie stało. Wzbił się w powietrze i skrył się za chmurami. Natomiast ja... po twym odejściu, nie udało im się mnie złapać. Przez rok chodziłam od koloni do koloni. Zatrzymałam się w jednej, wyczerpałam zapasy pożywienia i szłam dalej. Nie spotkałam żadnego elfa. Miałam coraz mniej zapasów więc poszłam do Festii.
Dotarłam tam ostatkiem sił, a i tak zaraz mnie biczowali. Broniłam się ostrożnie, wiedząc że nie mogę się ujawnić. Gdy zostawałam sama wspominałam Avalon, prosząc Wielkiego Skrzydlatego Lwa o pomoc w dotrzymaniu obietnicy. Nękały mnie myśli by błagać naszego Pana o śmierć, która czasami wydawała się być najlepszym ratunkiem. Lecz nie uczyniłam tego gdyż mnie odnalazłeś – zakończyła.


Ciął prostym rucham na krzyż, więc Greit...



sobota, 2 lutego 2013

Avalon - r. 4


Rozdział 4
Greit zbudziła się nocą, nie odczuwając bólu. Aladar spał obok. Odsunęła się od niego, czując że nie powinna tu być. Powinna spać ze sługami, a nie w łożu pana Avalonu. Już miała się podnieść, lecz Jego dłoń oparła się na jej ramieniu.
- Greitsien, jesteś zimna. Przykryj się, proszę, nie chcę abyś zmarzła.
Uczyniła to co nakazał. Lecz po chwili sytuacja się powtórzyła.
- Usiądź – powiedział spokojnie – tak i teraz się połóż
Teraz leżał przodem do niej. A ona obok niego. Aladar przyciągną ją do siebie i przytulił. Z początku chciała się wyrwać, lecz pohamowała się. 
- Nie bój się - rzekł - nigdy bym cię nie skrzywdził. Postaraj się zasnąć...
Tej nocy nie musiała się bać że ktoś ją zabije, skrzywdzi. I zasnęła prawdziwym, głębokim snem w ramionach swego pana.
Noc minęła zaskakująco szybko. Gdy Greit otworzyła oczy oślepił ją blask pochodni. Zamrugała kilka razy i dostrzegła sylwetkę siedzącą nieopodal, która bacznie jej się przyglądała.
- Mój Panie - wyszeptała na powitanie.
- Witaj, Greitsien - odparł wyciągając ku niej dłoń.
Chwyciła ją i usiadła. Poczuła jak spokojne spojrzenie błękitnych oczu omiata każdy centymetr jej twarzy. Zakręciło jej się w głowie, lecz spróbowała stanąć na nogi.
- Dziewczyny są w łaźni - powiedział.
Zrobiła kilka kroków we wskazanym kierunku, ale nogi ugięły się pod nią. Wyciągnęła dłonie aby odeprzeć upadek, lecz nie dotknęła podłogi. Aladar był obok i ją podtrzymywał.
- Pomogę ci tam dojść - powiedział pomagając jej wstać.
Książę powoli ją prowadził, a Greit coraz pewniej stawała na nogach. Gdy dotarli do łaźni, elf usunął ramię i odwrócił się, mówiąc że spotkają się przy śniadaniu. Otworzyła drzwi.
To pomieszczenie było o wiele jaśniejsze od Sali. Cztery pochodnie odbijały się w tafli wody, tworząc złociste smugi światła na suficie. Basen miał 20 metrów długości i 5 szerokości. Pływały w nim trzy służące które wczoraj widziała. 
- Witaj - powitała ją brunetka - nazywam się Samanta, to jest Amita - powiedziała wskazując na rudą - a to Rue.
Ta ostatnia przyglądała się jej tęsknym wzrokiem. Greit wytrzymała to spojrzenie i zanurzyła się w ciepłej wodzie. Po raz pierwszy od wielu lat nurkowała. Włosy rozłożyły dookoła niej brązowy wachlarz, a jej ciemne oczy błyszczały w blasku migoczących pochodni. Usiadła na dnie basenu.
Gdy minęło trochę czasu, zdążyła już pozbierać myśli pojawiła się Amita i dała jej znaki aby się wynurzyła. 
- Jak ty tak długo tam wytrzymujesz? - spytała z trudem łapiąc powietrze.
- Na Avalonie wiele pływałam, a nauki z tamtych czasów pozostają w pamięci na zawsze...
- Jaki on był... Avalon? - przerwała jej Samanta.
- Pałac... był niesamowity. Tysiące marmurowych kolumn otaczały go niczym strażnicy. Przed każdym z czterech wejść stały złote pomniki Skrzydlatego Lwa. Północne wejście prowadziło na wzgórza, natomiast południowe prowadziło do sali tronowej, trzy- lub czterokrotnie większej od tego pomieszczenia, oświetlanej przez kryształowy sufit. Za tronami, na ścianie widniało piękne malowidło ukazujące Wielkiego Lwa oraz Avalon. Na piętrze była biblioteka oraz sypialnie królewskie. Dziedziniec... był ogrodem pełnym ziół i krzewów, a ponad nimi górował pomnik Lwa. Wykonany ze złota i tak realistyczny że gdy go mijałam odnosiłam wrażenie że za moment się poruszy, a kolana same gięły się pode mną... zaprawdę, wiele bym dała by tam powrócić.



...ponad nimi górował pomnik Lwa. Wykonany ze złota ...





środa, 16 stycznia 2013

Avalon - r. 3



Rozdział 3
Mijały godziny, a Aladar wciąż wpatrywał się w Greit. Wydała mu się o wiele piękniejsza niż na Avalonie. Mniejsze rany zaczęły się goić, a skóra miała lepszy kolor. Oddech był spokojniejszy i włosy sięgały już ramion. 
Po chwili odwrócił się przypomniawszy sobie o sługach. Nakazał im usiąść i rozpoczął opowieść.
- Wiem, że obecność Greitsien was niepokoi, gdyż nigdy wam o niej nie wspominałem. Teraz mam okazję to naprawić.
Poznałem ją na Avalonie, gdyż jak wam już o tym mówiłem, potomkowi królewskiego rodu pozwolono spotykać się z rówieśnikami i one również zostały wychowywane przez lordów. Greitsien była jedną z tych osób.
Wciąż pamiętam ów dzień, kiedy wyruszyliśmy na wzgórza by obejrzeć wschód słońca, podczas gdy na zachodzie Pałac Avalon stał w płomieniach. Gdy ruszyliśmy w jego kierunku powstrzymał mnie lord Bell. Chciał zabrać mnie ze sobą, wtedy poprosiłem Greitsien by mi obiecała że nie zapomni mnie oraz Avalonu i pozostanie wierna Wielkiemu Lwu. A ja przysięgłem jej że ją odnajdę i ku chwale Lwa tak się stało. Rozdzielono nas i mimo młodego że ona poszła na wojnę. Czy macie pytania?
- Panie, co to za zaklęcie które użyłeś?
- ,,Vulnera coirent" to zaklęcie lecznicze. Może je wypowiedzieć jedynie zdrowa osoba, gdyż zużywa wiele magii. Usypia ciało lecząc je, lecz umysł pozostaje otwarty. Greitsien nas słyszy i gdybym bez ostrzeżenia uniósł jej dłoń wiedziałaby o tym... przygotujcie posiłek
- Panie, czy ona...
- Greitsien zbudzi się rankiem.
Po tych słowach kobiety podniosły się i udały się do kuchni. Aladar usiadł bliżej Greit, a gdy znów się przysunął, jej oddech przyśpieszył i napięły się wszystkie mięśnie.
- Greitsien, jeśli moja obecność ci przeszkadza ja się odsunę...
Natychmiast rozluźniła mięśnie i uspokoiła oddech. Książę wyciągnął dłoń i delikatnie musnął jej brązowe włosy. 
- Greitsien, tak bardzo mi ciebie brakowało... Codziennie chodziłem na targ mając nadzieję że cię znajdę. Wiesz, mijałem cię tyle razy... nie zdając sobie z tego sprawy.
Gdy mnie opuściłaś, lordowie zabrali mnie do kolonii, na szczęście magia Jahwala tam nie dotarła. Lord Magnus ma córkę Eponii, lecz jego żona zmarła przy porodzie. Na początku miałem żal do lordów że nie pozwolili mi walczyć. Lecz z czasem zrozumiałem ich zamiary. Gdy pewnego dnia po posiłku powiedziałem im że idę odzyskać Avalon i ciebie, powiedzieli mi że Skrzydlaty Lew ma wobec mnie pewne zamiary. I nie mam najmniejszych wątpliwości że to On pomógł mi dziś ciebie odnaleźć...

Aladar - złote włosy i błękitne oczy

Zdjęcia zaczerpnięte z: 1 oraz 2



środa, 2 stycznia 2013

Avalon - r. 2


Rozdział 2
- Wiesz kim jestem? - spytał kładąc dłoń na rękojeści miecza.
- Mój Panie - wyszeptała elfijka - tyś jest prawowitym władcą Avalonu, królem w którego imię się narodziłam i w którego imię zginę. Ty, o Panie, posiadasz łaskę Wielkiego Skrzydlatego Lwa...
- Dobrze - przerwał jej - a kim ty jesteś?
- Ja, o Władco, jestem tyko twą służebnicą, która tak jak ty, Panie, narodziła się na Avalonie i miała to szczęście, że została wychowana przez lordów - mówiła wiedząc że nie jest godna spojrzeć w jego błękitne oczy - Przysięgłam Ci, mój Królu, na początku Wielkiej Wojny, że nie zapomnę ciebie, Avalonu i pozostanę wierna Wielkiemu Skrzydlatemu Lwu i jak przystało na elfa Złotego Wieku obietnicy dotrzymałam... A zwę się Greit.
Powtórzył jej imię pusto, następnie z wyrazem pewnego zdziwienia i wyszeptał ,,Greitsien’’, a gdy spojrzał na nią jego oczy błysnęły blaskiem. Ruszył biegiem przez salę.
Zatrzymał się kilka kroków od niej. Czuła na sobie Jego pełne ulgi spojrzenie. Promieniował spokojem i ciepłem które powoli zaczynało się jej udzielać.
Kucnął obok i uniósł jej głowę tak aby spojrzała mu w oczy. Przygryzła wargi z grymasem bólu na twarzy, a do oczu napłynęły jej łzy, które Aladar delikatnie otarł wierzchem dłoni. Jego dotyk był czymś, o czym nie przyszło jej nawet marzyć.
- Greitsien - szepnął przyglądając się jej - proszę, pozwól mi zająć się twym ciałem...
- Mój Panie, me ciało i dusza zawsze są i będą Ci posłuszne.
Po tych słowach wziął ją w ramiona i mimo, że był niezwykle delikatny, zacisnęła wargi aż do krwi, by nie krzyknąć z bólu. Jej oczy zasnuły się mgłą, a twarz zalała się łzami. Aladar ułożył ją na swoim łożu i wydał polecenie przyniesienia wody i czystej tkaniny.
Książę przywołał wspomnienia swych dziecięcych lat. Musnął dłonią jej brązowe włosy wspominając jak rozwiewał je wschodni wiatr. Wziął jej dłoń w swą i nie zważając na rany i połamane paznokcie zaczął ją delikatnie gładzić.
Gdy jego pomocnice wykonały polecenie zanurzył tkaninę w wodzie i wycisnął na suche usta swej towarzyszki.
- Jak długo nic nie piłaś? - spytał
- Cztery dni, Mój Panie - szepnęła słabym głosem.
Wtedy dobył swój sztylet i wyciął fragment tego szorstkiego materiału w który była odziana. Przyłożył dłoń do tego miejsca i wyszeptał zaklęcie. Greit krzyknęła a jej ciałem wstrząsnął brutalny dreszcz. Jeden, drugi i trzeci. Po tym jej ciało opadło bezwładnie na łóżko.
- Wybacz - szepnął Aladar
A elf bardzo walczył aby nie upaść w tę ciemną otchłań i odpowiedzieć swemu panu. Lecz jego ciało było zbyt ciężkie i mimo walki poległ, w objęcia głębokiego snu…

Aladar ułożył ją na swoim łożu...



wtorek, 1 stycznia 2013

Avalon - r. 1




Odnaleziona
Ogień pojawił się wraz ze świtem, a zaraz po nim przybyły wojska wroga zwiastując, wiszącą od dawna w powietrzu śmierć.

Rozdział 1
Klęczała ze związanymi dłońmi wzniesionymi ku górze. Jej mięśniami wstrząsały brutalne skurcze, napinając pełną ran skórę.
Wzniosła wzrok ku ciemnej pustce i przywołała zasnute mgłą wspomnienia wiecznie zielonych wzgórz, wiatru i rzędów marmurowych kolumn pałacu Avalon. Poczuła nieodłączną tęsknotę za miejscem w którym się wychowała i ze łzami w oczach zaczęła się modlić do Wielkiego Lwa, błagając by pomógł jej wytrwać w złożonej obietnicy.
Gdy otworzyła oczy ujrzała w słabym świetle pochodni kobiety które dzieliły ten sam los. Również ranne i głodne, ale ona w przeciwieństwie do nich miała powód by żyć. By wciąż mieć nadzieję na lepsze jutro.
Alejką spokojnie szedł mężczyzna. Prowadził za sobą trzy kobiety które zapewne były jego sługami. Wydał im rozkaz aby ją odwiązały. Podniosła się z trudem, by zaraz ruszyć za nim. Szli.
Wiedziała dokąd idą. Do jednego z tysiąca niskich budynków w tym kraju - Festii. Już od wieków włada nim Jahwal, który wywołał Wielką Bitwę i podczas której zabił swojego starszego brata, przez co stał się prawowitym władcą Avalonu.
Drzwi się otworzyły ukazując długi korytarz, z trzema wejściami - główne do Sali pana, te z prawej do kuchni, natomiast te z lewej do pokoiku służących. I tam właśnie się udały.
Kobiety pomogły jej usiąść na jednym z łóżek i  rozwiązały dłonie, za każdym razem kierując ku niej wzrok pełen współczucia.
Była tam krótkowłosa brunetka o bladej cerze i szarych oczach, blondynka i ruda z włosami do ramion o twarzach z wieloma bliznami po ciosach nożem. Natomiast ta którą przyprowadziły miała czarne niczym noc oczy i zakrzywione uszy które ze wszystkich sił starała się zasłonić resztkami włosów.
- Chodź - powiedziała brunetka - nasz pan cię wzywa.
Podniosła się z trudem i przeszła przez drzwi prowadzące do Sali. Ta nie różniła się niczym od tych które znała - na środku stało wielkie łoże, a na ścianach wisiały różne rodzaje broni, by bez wahania karać za nieposłuszeństwo. To się nie zmieniło, lecz mężczyzna różnił się od tego, który przyprowadził ją z targu.
Ten który stał przed nią miał ubiór który nosiła jako dziecko. Brudnozielona tunika i spodnie, kołczan z łukiem przewieszony przez ramię i pas z mieczem z rękojeścią lwa. Miał szpiczaste uszy, długie włosy barwy złota i oczy błękitne niczym źródła w północnych wzgórzach.
Teraz wiedziała że już nie jest sama. Ten mężczyzna tak jak ona był elfem i przeżył Wielką Bitwę. Mimo wszystko był płci przeciwnej która zadała jej tyle bólu, więc starała się trzymać dystans.
- Spokojnie - powiedział aksamitnym głosem - nie, nie zrobię ci krzywdy. Zwę się Aladar i narodziłem się na Avalonie, w okresie zwanym Złotym Wiekiem...
Wtedy zrozumiała - w Złotym Wieku narodzi się tylko jeden Aladar. Serce zabiło jej szybciej, a do oczu napłynęły łzy. Jej modlitwy zostały wysłuchane.
- Wasza Wysokość - wyszeptała i nie zważając na ból oddała mu pokłon...

Klęczała ze związanymi dłońmi wzniesionymi...

piątek, 28 grudnia 2012

Avalon - Prolog


Prolog
Nastawał świt. Pierwsze promienie słońca muskały marmurowe kolumny pałacu, a poranny wiatr rozwiewał włosy dwóch sylwetek spacerujących po wzgórzach.
Była tam dziewczynka o brązowych włosach i o oczach czarnych niczym noc, oraz niewiele starszy od niej blond włosy chłopiec o niezwykle błękitnych oczach. Szli spokojnie obok siebie podziwiając widoki.
- Co to za zapach? - spytał nagle zaniepokojony chłopiec.
- Dym - wyszeptała dziewczyna odwracając się.
Niebo było całe szare, osłaniając tą barwą widok z najmroczniejszego koszmaru. Budynki za pałacem stały w płomieniach. Co chwilę powietrze przecinały tysiące strzał, szczęk oręża był dosłyszalny nawet z tej odległości, a gdzieś w oddali zabrzmiał dźwięk rogu.
Dzieci spojrzały na siebie, dobyły mieczy i pobiegły w kierunku bitwy. Po kilku minutach, gdy byli już przed Pałacem drogę zagrodził im lord Bell.
- Lordzie co się stało? - spytał chłopak.
- Brat twojego ojca wypowiedział nam wojnę... Aladarze, nie mamy czasu musimy uciekać...
- Nie! - przerwał mu - Ja jestem następcą tronu, a nie tchórzem!...
Przerwał czując na sobie karcące spojrzenie swojego nauczyciela.
- Pamiętam o tym, Aladarze i oni również o tym wiedzą, nie zabiją cię, ale wezmą do niewoli i dlatego musimy cię ukryć.
Książę schował miecz, by niechętnie ruszyć za lordem. Uszedł kilka kroków, odwrócił się i podszedł do dziewczyny. Stała przed wejściem na dziedziniec ze spuszczoną głową.
- Greitsien - szepnął - proszę, wyrusz ze mną.
- Mój panie, przebacz mi, lecz moje miejsce jest tutaj, na Avalonie.
- Więc czy wolno mi cię o coś poprosić?
- Zawsze i wszędzie, Mój Panie.
- Obiecaj mi - powiedział książę chwytając ją za dłoń - że mnie nie zapomnisz, Avalonu, a co najważniejsze pozostaniesz wierna Wielkiemu Skrzydlatemu Lwu... proszę
- Przysięgam, Mój Panie - rzekła poważnym tonem.
- Obiecuję że cię odnajdę - wyszeptał jej do ucha.
Po tych słowach, Aladar uniósł jej twarz tak by spojrzała w błękit jego oczu. Gdy ich usta dzieliły zaledwie centymetry, książę poczuł jak jego przyjaciółka drży, a jej serce przyśpiesza. I usłyszała jego głos:
- W imię Lwa, Greitsien.
Po czym puścił jej dłoń i odszedł wraz z lordem, zostawiając ją. Odwróciła się i wbiegła na dziedziniec, tłumiąc swe myśli szczękiem oręża i odgłosami bitwy. Wielkiej Bitwy.

Nastawał świt. Pierwsze promienie słońca...