sobota, 20 kwietnia 2013

Avalon - r. 12


Nowe dni
Piękno dni Złotego Wieku powróciło i zagoiło wszelkie blizny i piętna odciśnięte na historii państwa elfów tworząc Nowy Złoty Wiek - powrót szczęścia, honoru i miłości.

Rozdział 12

Greit zbudziła się przed świtem. Obróciła się na drugi bok spotykając pocałunek Aladara. Uśmiechnął się ciepło i dotknął jej twarzy.
- Greitsien, nie sądzisz że powinniśmy już wstawać?
Skinęła głową i podniosła się. Udała się do pomieszczenia obok, by zmienić strój. Po chwili wróciła ubrana w długą błękitną suknię, z białymi wiązaniami. Aladar już czekał. Piękny nie zależnie od stroju, a długie blond włosy opadały mu na ramiona. Wyciągnął dłoń ku Greit i opuścili sypialnię.
Szli wpatrując się w dziedziniec oświetlany pierwszymi promieniami wschodzącego słońca. Skierowali się ku schodom, zeszli na niższe piętro i udali się do pomieszczenia przylegającego do sali tronowej. Lordowie już na nich czekali. Powitali ich i otworzyli drzwi.
Jadalnia była mała, choć przestronna. Długi stół był zastawiony wieloma daniami. Chleb z ziela Dali, sałatka z owoców Neus i Iridhunn, bułki z makiem, chłodna woda źródlana, rozcieńczony z sokiem ogniokrzewu miód satyrów oraz cierpkie wino cyklopów. Wszyscy zaczekali aż Greit usiądzie, dopiero sami zasiedli przy stole.
- Wielki Skrzydlaty Lwie - rzekł Aladar - prosimy Cię, pobłogosław ten posiłek, by dodał nam sił w dzisiejszym dniu.
Po tych słowach piątka elfów zabrała się do jedzenia. Gdy skończyli podnieśli się i udali do sali tronowej, przyszły żony lordów by sprzątnąć stół. 
Lordowie otworzyli potężne, rzeźbione, wykonane z ciemnego drewna drzwi. Sala była największym pomieszczeniem w pałacu. Posiadała kryształowy sufit dzięki któremu wpadało tam światło nie zależnie od pory dnia. Na jej końcu stały dwa zdobione trony, a za nimi było malowidło przedstawiające Skrzydlatego Lwa który z upodobaniem wpatruje się w zasiadających na tronie, w tle zaś widnieją wzgórza Avalonu. Greit i Aladar zmierzając ku tronom szli po czerwonym dywanie po bokach mijając dwanaście podpierających sufit kolumn. Zasiedli w nich mając po prawicy ławę na której spoczęli lordowie.
Siedzieli tam do zenitu słońca. Mimo, że nastawał spera, więc dni nie były upalne, lecz władcy na trzy godziny opuszczali salę tronową. 
Greit stała na balkonie nad południowym wejściem. Widok był wspaniały, dzięki czemu to tutaj spędzała najwięcej czasu. Wpatrywała się w dal na zielonkawe drzewa falujące pod wiatrem, na elfy rozpoczynające tam nowe życie i na czerń poza nimi. Ciemny pas niczym nieruchome chmury burzowe unoszące się nad horyzontem.
Nagle strumień ciepła owinął jej serce. Nie musiała się oglądać, aby wiedzieć kto za nią stoi. Mimo, że zjawił się jak zawsze bezszelestnie, jej serce wyczuło jego obecność.
- Aladarze - szepnęła nie odwracając się.
Mężczyzna zbliżył się, położył jej dłonie na ramionach i w zamyśleniu podążył za jej wzrokiem.
- Słyszałaś mnie?
- Nie. Serce mi powiedziało - obróciła się ku niemu - czymże jest ten cień na horyzoncie, co przyćmiewa blask dnia?
- Tętni czarną magią, jakby Jahwal wciąż żył, - chwycił ją za dłonie - ale nawet jeśli część jego przeżyła, nie odważy się zbliżyć do pałacu.
- On nie był zwykłym elfem. Ojciec mówił mi, że w jego żyłach płynie nienawiść i wieczne pragnienie krwi, że odkąd powstała Festia stał się cieniem samego siebie.
- Och...Greitsien, rozumiem to co trapi twój umysł. Mimo, że nie mam wątpliwości do twej odwagi, wiem iż nie masz dość sił by mi zadać to pytanie, - powiedział dotykając jej policzka - ale wiedz że się zgadzam. 
Spojrzała mu w oczy i wtuliła się w jego ramiona. Dotknął jej włosów, zastanawiając się czy właściwie postąpił. Słońce wędrujące po bezchmurnym niebie przemieściło się i teraz świeciło im prosto w twarz. Odciągnął od siebie elfijkę, podał jej ramię i poprowadził ku wschodniej bibliotece, by zdobyć wiedzę niezbędną do tej wyprawy.
Było to okrągłe pomieszczenie nad jadalnią, wypełnione po brzegi księgami. Najcenniejsze stworzyły pierwsze elfy, inne spisano tuż przed Wielką Bitwą lub ich karty wciąż są uzupełniane, lecz każda z nich jest pomocą w trudnych chwilach. Aladar wraz z Greit spoglądali na tytuły i odkładali na stolik te księgi w których mogli znaleźć potrzebne informacje.
- Wystarczy - rzekł Aladar spoglądając na stos który wyrósł na stole.
Greit wzięła w dłoń Geografię Avalonu oraz królestw przyległych i rozłożyła mapę. 
- Dwa dni na północ jest granica z Rimanem...
- Smoki - przypomniał sobie król kartkując Bestnariusz - przed Wielką Bitwą władał nią Eltarian i byliśmy z nimi w dobrych stosunkach.
- Pięć... - królowa analizowała mapę - wybacz, sześć dni przez wzgórza na wschód jest Onion...
- Pustkowie Aniołów - przerwał jej - włada nią Archanioł, lecz nie dotrzemy tam bez skrzydeł.
- Na południu dziesięć dni od pałacu płynie Sennar...
- Nasiady są zbyt daleko, udamy się do Rimanu, jego władca był dobrym przyjacielem mojego ojca...
- Nie musisz mi się tłumaczyć - przetrwała mu sięgając po Elf - nie tylko anatomia - lordowie się na to nie zgodzą.
- Nie mają wyboru - szepnął do jej ucha - otwórz na piątym rozdziale: Zło w duszy.
Dusza elfa który podąży złą drogą po śmierci ciała przybiera naturalną postać i odchodzi, chodź zdarzało się że błąkały się po świecie starając się ukończyć swe dzieło i pomścić ciało. Pokonać ją jest bardzo trudno, lecz potrafią nieodwracalnie stać się ciałem dzięki czemu broń je rani. Nie zdołają się wykrwawić gdyż to wciąż duch, ale należy je pokonać jak zwykłe stworzenie - odciąć głowę lub przebić serce.
Gdy odczytali te słowa odłożyli księgi na miejsce i w ciszy udali się na posiłek. Gdy dotarli na dół lordowie już czekali. Skinęli głowami na powitanie i zasiedli na swoich miejscach. 
- Lordowie - rzekł Aladar gdy skończyli - mamy zamiar przebić się przez barierę...
- Nie! - lord Magnus zerwał się z miejsca - To pewna śmierć!
- Minęło już wiele czasu odkąd Wielki Lew opuścił Avalon. Nie możemy dłużej zwlekać.
- Pozwólcie nam wyruszyć z wami! - odezwał się lord Bell
- Lordowie prosimy abyście pozostali w pałacu - powiedziała Greit - weźmiemy ze sobą Samantę i dwoje ludzi których już wybrał Aladar.
- Kiedy i w jakim kierunku wyruszacie? - spytał spokojnie lord Marius.
- Jutro skoro świt pójdziemy na północ przez wzgórza do Rimanu.
Lordowie pojęli, że nic nie wskórają. Zapadła cisza.

Greit - elfijka o brązowych włosach i oczach czarnych niczym noc.

środa, 10 kwietnia 2013

Avalon - r. 11


Rozdział 11
Gdy przekroczyli próg pałacu nikt już nie walczył. Lordowie wraz z żonami zajmowali się rannymi. Aladar powitał ich, stanął między swoim ludem i zaczął mówić. W świetle pochodni można było dostrzec determinację iskrzącą w jego błękitnych oczach.
- Nie powinniśmy zwlekać. Musimy iść.
Po tych słowach ruszył przed siebie. Greit bez wahania poszła jego śladem. Lordowie spojrzeli po sobie niepewnie, podnieśli się i udali za nimi. Po chwili wszyscy zmierzali za królem.
Szli wytrwale przez wiele godzin. Z każdym krokiem odczuwali zmianę. Powietrze stawało się cieplejsze, a sucha i twarda ziemia pod ich stopami z czasem stała się miękka i porośnięta trawą.
Nagle pojawiło się przed nimi światło. Wielu po raz pierwszy ujrzało blask. Mgły i chmury przez wieki zasłaniające niebo zniknęły. Nastawał świt.
Wraz ze słońcem pojawił się pałac Avalon. Błyszczący nieskazitelną bielą z tysiącami kolumn i czterema wieżami. Elfijka chłonęła ten widok całą sobą. O to walczyła od lat, to o tej chwili marzyła. Odetchnęła pełną piersią. Wróciła, nareszcie wróciła do domu.
Jej uśmiechnięte oczy dopiero po chwili dostrzegły stojącą u szczytu postać. Bez wahania pochyliła głowę i przyklęknęła rozpoznając Wielkiego Skrzydlatego Lwa. Naprawdę był wielki, a jego złotą grzywę rozwiewał delikatny wiatr. Nagle rozwarł szczęki i zaryczał. Jego głos sprawił, że nawet powietrze zadrżało, każde kolano ugięło się, a serca biły radością i chętnie chłonęły tę opowieść. Mówił o ich przodkach, o wojnie, cenie wolności, sile miłości i o istocie nadziei. A wszystko to trwało zaledwie chwilę.
- Aladarze, synu mój - rzekł głębokim głosem - czy twe serce już wybrało?
- Tak - odparł - lecz nie wiem czy jej również.
- Więc upewnij się.
Książę zszedł na dół, a tłum rozstąpił się na boki. Zbliżył się do elfijki której uroda jaśniała niczym wschodzące słońce. Przeczesał palcami jej brązowe włosy, a ona spojrzała na niego swymi czarnymi oczyma.
- Greitsien, czy mnie miłujesz? - spytał.
- Tak, Mój Panie, zawsze cię kochałam... Ale czy ty...
- Pokochałem cię całym sercem i kocham do dziś, niczego nie pragnę więcej tylko z tobą być - wyznał cicho.
Złapał ją za dłoń i powiódł ku schodom. Gdy stanęli przed obliczem Lwa wiedzieli, że zostali dla siebie stworzeni.
- Aladarze, Greit czy przysięgacie wiernie służyć memu ludowi, trwać w waszej miłości, nie unosić się honorem, władać i sądzić sprawiedliwie, wciągać dłoń do potrzebującym, zawsze walczyć ze wszystkich sił i do ostatniej kropli krwi w słusznej sprawie?
- Przysięgamy - odpowiedzieli.
Zbliżyli się do nich lordowie. Każdy położył im dłoń na ramieniu i oddawał pokłon, ukazując w ten sposób posłuszeństwo władcom. Lord Marius był ostatni i niósł czerwoną poduszkę na której spoczywała korona oraz diadem, a obok leżały dwa małe skrzydlate lwy. Nałożył na ich głowy te symbole władzy i stanął obok pozostałych lordów. Lwy wzbiły się w powietrze, owinęły się wokół palców władców i rozłożyły skrzydła, ukazując czerwono-złoty klejnot. Zastygły w bezruchu tworząc pierścień władzy.
Wielki Skrzydlaty Lew spojrzał na nich znacząco. Aladar obrócił się ku Greit, chwycił jej dłoń i delikatnie musnął jej twarz. Na jego czujnej twarzy malował się zachwyt. Przyciągnął ją do siebie, a ona nieśmiało zarzuciła mu dłonie na szyję. Wpatrzony w jej czarne oczy, pocałował ją. Odwzajemniła to z nie ukrywaną chęcią. Był to pocałunek delikatny i niewinny, jak też zniewalający. Kolana ugięły się pod nią tak, że musiał ją podtrzymywać. Gdy oderwał usta od jej drżących warg, uśmiechnął się, a Greit wtuliła się w jego ramiona szczęśliwa i pewna, że ten wspaniały mężczyzna należy tylko do niej.
- Oto władcy Avalonu - rzekł Lew potężnym głosem - Król Aladar i Królowa Greit!
Aladar podał ramię swej królowej i wśród okrzyków radości przekroczyli próg pałacu. By w nim zamieszkać na wieki i żyć razem, póki On ich nie rozłączy.
I oto narodził się nowy czas dla Avalonu. Dla nich. Ich życie się odmieniło. Bo miłość dała im nadzieję na lepsze jutro. A nadzieja ta w nich nie wygasła i w końcu zwyciężyła.

...rozwarł szczęki i zaryczał...

niedziela, 7 kwietnia 2013

Avalon - r. 10


Rozdział 10
Greit i Aladar walczyli ramię w ramię. Osłaniając i ratując się wzajemnie, pomagali sobie nawzajem nie bacząc na własne życie.
W pewnym momencie elfijka robiąc unik nie ujrzała swego księcia. Zadała cios i rozejrzała się. Dopiero wtedy go dostrzegła.
Pałac się pojawił nagle przed nią. W świetle nielicznych pochodni, złowrogi, z wieżycami niczym kolce był jeszcze bardziej odrażający. Zbliżyła się niepewnie. Pierwotne, pradawne i gotowe do ataku zło, właśnie w tym pałacu miało swą siedzibę. Główne wejście, prowadzące zapewne do pomieszczenia podobnego do sali tronowej było otwarte. Mimo strachu ściskającego jej żołądek puściła się biegiem.
Bez najmniejszego problemu dotarła do czarnych wrót. Z mieczem w dłoni przekroczyła  próg. W mroku pomieszczenia jaśniała pochodnia, a obok niej ktoś stał. Gdy Greit zbliżyła się na tyle, że ogień oświetlił jej postać, okazało się, że to związany mężczyzna, który usłyszawszy ją podniósł głowę. Aladar.
- Rzuć broń pod ścianę - odezwał się mrożący krew w żyłach głos.
Ten który wypowiedział te słowa wyszedł z mroku, którego nie sięgało światło pochodni. Mimo że miał na głowie kaptur, przez co nie widziała jego twarzy i słyszała go po raz pierwszy nie miała wątpliwości co do jego właściciela. To Jahwal, wuj Aladara.
Zawahała się, wspominając nauki ojca. ,,Noś sztylet ukryty w bucie - mówił - i nikomu o nim nie mów. Gdy twój pan nakaże ci się rozbroić, pozbądź się go. Ale nigdy gdy powie ci to wróg". Pozbyła się broni, lecz usłuchała ojca - pozostawiła sztylet.
- Wypuść Mego Pana - powiedziała czując, że ręce zaczynają jej drżeć.
- Ja jestem twoim panem - odparł Jahwal.
- Czego chcesz? - spytała twardo.
- To mi się podoba. Ta która nikomu nie dała się złamać, pyta się mnie czego chcę - zamyślił się - wyrzeknij się tego waszego lwa, tak jak ja to zrobiłem wieki temu.
Poczuła jak trucizna gniewu zaczyna krążyć w jej żyłach. Gdyby kpił sobie z niej, przetrwałaby to, ale nie pozwoli by spluwał na imię tych których kocha.
- Prędzej zginę - odparła, a jej dłoń powędrowała do miecza którego nie było.
- I tak, będziesz o nią błagać - zaśmiał się szyderczo, dobył sztyletu i przyłożył do szyi Aladara - będziesz mi posłuszna, czy nie?
Książę podniósł głowę, a jego błękitne spojrzenie przeszyło ją na wskroś. To była niema prośba, rozkaz by opuściła pałac. Nie usłuchała, nie mogła go zostawić.
- Ignis - wyszeptała prostując dłoń.
Sądziła że pojawi się płomień, lecz nic się nie stało. Rozejrzała się i ze zdziwieniem dostrzegła lśniące złotawym światłem kamienie ułożone rogach sali. Krąg magii. Nikt nie użyje tu zaklęć. Była bezbronna.
- Więc, jak będziesz mi posłuszna? - spytał Jahwal.
- Ja...
- Greitsien - przerwał jej Aladar - nie rób tego. Proszę, wspomnij swą obietnicę. Masz siłę by wytrwać i pozostać elfem, a nie jednym z nich.
- Wybacz mi, mój Panie - wyszeptała i oddała mu pokłon.
Powoli i wręcz nie zauważalnie przesunęła dłoń ku rękojeści sztyletu. Westchnęła głęboko, dobyła go i wyskoczyła w powietrze. Jahwal mógł się bronić lub uciąć głowę Aladarowi. Na szczęście wybrał to pierwsze.
Potoczyli się po posadce. Próbowała dźgnąć go sztyletem, lecz zręcznie unikał tych ataków. Gdy elfijka znalazła się nad nim, on przyłożył stopy do jej piersi i wyrzucił w powietrze. Złapała równowagę w locie i spadła na podłogę, nie rozbijając się o ścianę.
- Patrz jak umiera Avalon - rzekł Jahwal.
Chwycił jej broń, dobył sztylety i rzucił. Trzy ostrza mknęły w stronę Aladara. Greit wiedziała ze nie zdąży tam dobiec.
- Obturatio - krzyknęła puszczając się biegiem - W imię Wielkiego Skrzydlatego Lwa, Obturatio!
Sztylety stanęły w miejscu. Chwyciła je i rozcięła liny swego króla.
- Jak tego dokonałaś? Przecież jesteś w kręgu... - zaczął Jahwal
- To nie jest jej magia. To moc Tego, którego ty się wyrzekłeś, mój stryju - rzekł Aladar - dziękuję Greitsien.
Wziął od niej sztylety i rzucił się na Jahwala. Walczyli długo, raniąc się i unikając. Byli szkoleni u tego samego lorda, równi siłą i mocą, lecz starszemu zmęczenie dawało znaki. Stawał się coraz słabszy, gdy Aladar rósł w siłę. W pewnym momencie władca Festii za późno zareagował, a dziedzic Avalonu wykorzystał to przebijając mu serce.
- Chodź, Greitsien - rzekł podnosząc się - To koniec. Zaraz pałac się zawali.
Nim wyszli Greit rzuciła ostatnie spojrzenie na ciało Jahwala. Wciąż miał kaptur na twarzy. Przez chwilę miała wrażenie, że z jego ciała coś wypełzło i skryło się w cieniu ruin.


...miał na głowie kaptur, przez co nie widziała jego twarzy...

poniedziałek, 18 marca 2013

Avalon - r. 9


Rozdział 9
Po stu dniach od przysięgi Eponii, gdy nocą po modlitwie Aladar wraz z Greit wracali do pokoju, elfijka zatrzymała się w drzwiach z niedowierzaniem wpatrując się w niebo. Książę powędrował za jej spojrzeniem.
- Mój Panie, czy mnie oczy mylą? Czy to nie Sirbin, zwiastun zwycięstwa przezwycięża mrok nocy? - spytała
- Greitsien masz rację, druga gwiazda błyszczy już na niebie - Aladar poczuł jak sen który próbował go zmorzyć podczas modlitwy, nagle się ulotnił - Powiedz, co zajmuje twe myśli? - zapytał gdy byli już w pokoju.
- Podczas modlitwy, w mej głowie narodził się plan odzyskania naszego państwa - zamilkła, książę się nie odezwał więc kontynuowała - Mógłbyś, Mój Panie, wysłać mnie na targ, bym przekazała i przekonała kobiety które tam są, by ci zaufały i walczyły po naszej stronie. Były by naszą armią. A dzień później przybyłbyś, Mój Królu, uwolnilibyśmy je i wypowiedzieli bitwę twemu stryjowi.
Zamilkła. Aladar w ciszy rozważał jej słowa, spojrzał na swą towarzyszkę i powiedział ze spokojem, który rzadko go opuszczał.
- Myśl twa, Greitsien jest niezwykle mądra choć w tym planie bym coś zmienił. - dostrzegając nieme pytanie malujące się na twarzy elfa, rzekł - nie ty wyruszysz na targ, pójdzie tam Eponii. Nigdy nie zaufam jej tak jak dawniej, lecz nie uczyni nic wbrew mej woli póki będę miał Cosette u boku. Nie narazi jej na cierpienie.
Po tych słowach ułożył się do snu. Jak co dzień przywołał do siebie Greit, mówiąc że nie chce, aby zmarzła. Elfijka wtulona w ramiona swego króla, zaczęła myśleć o tym, co od dawna odstawiała na boczny tor. Nazajutrz miała rozpocząć się bitwa i musiała zająć myśli tym tematem. Wciągnęła głęboko powietrze i rozluźniła się czując znajomą woń swego pana. Pachniał trawami i żywiołokłosem - rzadkim zielem leczniczym.
,,Dlaczego gdy słyszę imię bądź głos mego króla, serce raduje mi się w piersi? A Jego dotyk powoduje przyjemne drżenie? Czymże są te odczucia? - myślała i naraz wspomniała słowa swego ojca wypowiedziane rankiem w dzień Wielkiej Bitwy ,, To nie jest oddanie, Greit to coś o wiele potężniejszego." - Cóż chciałeś mi przekazać ojcze? Coś o wiele potężniejszego... lordowie mówili o najpotężniejszym z uczuć, zwali je miłością. Czy to prawda? Jeśli tak, to skazana jestem na miłość nieszczęśliwą, bo mój pan nie pokochałby zwykłego elfa, takiego jak ja. A nie ma nikogo, kto równałby się Aladarowi. Lecz mimo to będę mu zawsze wiernie służyć. - westchnęła rozkoszując się tym zapachem - Tak, zaprawdę, miłuję mego Pana, a w imię miłości warto żyć warto, warto też umierać."
Zasnęła z uśmiechem na twarzy, nieświadoma że myśli mężczyzny u jej boku kroczą w tym samym kierunku, a jego usta wyszeptały nieme: ,,Kocham Cię, Greitsien".
Ranek minął zaskakująco prędko. Po posiłku, gdy nadszedł czas na ćwiczenia, Aladar rozpoczął mówić o planie który zeszłej nocy ustalił z Greit.
- Eponii, wyruszysz jeszcze dziś. - uniósł dłoń powstrzymując protest - Przyjdziemy na targ o zachodzie, z bronią i odzieżą. Przekaż kobietom to co ci rzekłem i czekaj na nas. Zmieńcie stroje.
Po tych słowach sam wypowiedział słowa mocy i związał dłonie swym służkom. Otworzył drzwi, robiąc pierwszy krok ku odzyskaniu Avalonu.
Gdy szli już między kobietami, nie było tam żadnego mężczyzny prócz ich księcia. Ten podszedł do Rue i szepnął do jej ucha:
- Nie zawiedź mnie, lordowska córko. - po czym rzekł głośniej - Przywiążcie ją.
Greit wykonała polecenie. Eponii ze smutkiem patrzyła na Cosette. Wnet jej spojrzenie się zmieniło. Stała się silna i zdeterminowana, by wykonać polecenie. Książę odwrócił się i pociągając za sobą swe służki. Wrócili do domu i rozpoczęli ćwiczenia.
Aladar wzywał kolejno każdą z nich i staczał pojedynki. Następnie nakazał przynieść czystą tkaninę i zanurzył ją w misie z mieszaniną wody i złotego owocu Neusa. Szepnął słowo mocy i wyciągnął materiał. Był złoty. Następnie wziął drugą misę, naciął sztyletem swój palec tak, by wpadła tam kropla jego krwi, następnie wyciągnął niewielki bukłak trzymany pod ubraniem i dodał do niej nieco jego czerwonej zawartości. W powietrzu unosił się słodki zapach.
- Greitsien, pamiętasz ten zapach?
- Ogniokrzew - odparła cicho.
Aladar chwycił kosmyk swoich włosów, uciął je i niczym pędzel zanurzył w misie. Na złotej tkaninie zaczął malować profil uskrzydlonego lwa stojącego na dwóch łapach. Następnie obrysował tą czerwienią brzegi materiału. Podniósł się i wybrał ze ściany z bronią prosty długi kij. Ułożył go na brzegu tkaniny i szepnął słowo mocy, a nici zmoczone w soku ogniokrzewu trwale splotły się z kijem. Książę wstał, chwycił go i uśmiechnął się ciepło. Greit, która z daleka przyglądała się poczynaniom Aladara, rozpoznawszy co wykonał jej król, zbliżyła się i dotknąwszy tkaniny, przyklęknęła by oddać cześć symbolowi Avalonu.
- Wstań, Greitsien - rzekł książę - Cosette podczas bitwy poniesiesz sztandar.
Po czym oparł go o ścianę. Następnie udał się do kuchni i przyniósł z stamtąd cztery owoce Neusa, każdy skropił sokiem ze swego bukłaka. Podał je dziewczynom i zjadł swoją porcję. Neus ma zazwyczaj słodki sok, choć w Festii był nieco gorzkawy  natomiast ogniokrzew był niezwykle słony, mimo to każdy zjadł swój owoc nie komentując tego. 
- To ziele, ogniokrzew da nam siłę do walki - powiedział Aladar - przygotujcie broń.
Dziewczyny złożyły swój rynsztunek przed sobą i kolejno sprawdzały. Naciągały cięciwy, ostrzyły miecze i sztylety, dobierały strzały. Gdy nadszedł czas przebrały się i uzbroiły, a gotowe do bitwy stanęły przed księciem, który z uśmiechem poprowadził je do drzwi. Do Avalonu.
I tak opuścili dom. Cosette ze sztandarem, obok niej Samanta gotowa bronić jej z narażeniem własnego życia, a na przedzie Greit u boku Aladara.
Gdy znaleźli się na targu, elfy równocześnie wyszeptały słowa mocy, a liny krępujące kobiety znikły. Uwolnione odbierały broń od Greit i stawały u boku księcia murem. 
Z budynków zaczęli wychodzić uzbrojeni mężczyźni. 
Wojna się rozpoczęła.

...Cosette ze sztandarem, obok niej Samanta...

czwartek, 7 marca 2013

Avalon - r. 8

Rozdział 8
Greit stała w progu, przyglądając się jak Rue leczy swoją córkę. Dziecko o którym nawet Aladar nie wiedział. Elfijka nigdy by nie sądziła że córka lorda nie ma dość sił by wytrwać w wierności swemu panu.
Gdy Cosette usnęła, Greit podała jej matce pierścień.
- Co mogę zrobić? - spytała cicho Eponi - nie pozwolę aby odebrał mi Cosette...
- Wiedz, że jeśli nasz pan zechce ci ją odebrać, ja stanę po jego stronie.
Eponii skinęła głową, a Greit otworzyła drzwi. Mimo że Rue wciąż miała na sobie tę długą suknię, poruszała się płynnie i cicho. Gdy dotarła do Aladara oddała mu pokłon. Elfijka obserwowała ją niepewnie i stanęła obok Samanty, wciąż trzymając dłoń na rękojeści miecza.
- Wstań - powiedział dziedzic Avalonu - chcę widzieć twą twarz, Eponii.
Ta na owe słowa podniosła się i niepewnie spojrzała mu w oczy. Błękit był chłodny, przenikający na wskroś ciało i duszę. Nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie go okłamać.
- Powiedz mi - zaczął Aladar - sama zdecydowałaś o opuszczeniu kolonii, czy to lordowie postanowili byś tak uczyniła?
- To był mój wybór. Mój błąd i wina.
- W jaki sposób to się stało? - spytał - Jak mniemam twój ojciec był przeciwny twemu odejściu?
- Tak, mój panie, mój ojciec niejednokrotnie prosił mnie bym nie opuszczała kolonii. Prosił, lecz nie zakazywał. A ja wiedziałam że prędzej czy później będę musiała go opuścić - Czuła jak z każdym słowem okrywa się hańbą - Pewniej nocy, gdy wszyscy spali, wykradłam pożywienie i odeszłam do Festii. Jedzenie prędko mi się skończyło i dotarłam tu głodna. Odebrano mi wszelką nadzieję i honor, bito i gwałcono mnie, a gdy nie miałam już sił by stać na nogach poniżano mnie słownie i cieleśnie z każdym dniem skutecznie odbierając chęć do życia. Kiedy narodziła się Cosette, stała się dla mnie wszystkim. Nim mi ją odebrano, zdążyłam złożyć w jej pamięci moje wyobrażenie Avalonu. Zamek pośród chmur. Odnalazłeś mnie, mój Panie i tobie zawdzięczam me życie.
Aladar spojrzał na nią nie wiedząc cóż ma jej rzec. Postąpiła niewłaściwie, okłamała go - to pewne. Lecz wiele wycierpiała nim ją zabrał. W głowie króla pojawiła się myśl by prosić o pomoc Pana Sprawiedliwych. Tak też uczynił.
Udał się w róg sali, tam gdzie stał posąg Lwa. Musnął dłonią jego grzywę ze złota, przyklękną i począł prosić o radę.
- Panie mój, ty który Stoisz Na Straży Niewinnych, dopomóż proszę swemu słudze wydać osąd sprawiedliwy. Cóż ma począć twój sługa oddany? Ukarać czy winy twej córce wybaczyć? Ty który mych modłów o zdrowie Greitsien wysłuchałeś, dopomóż - cóż ma czynić W Twe Imię Poświęcony?
Zamilkł, trwając w pokłonie. Gdy uniósł wzrok na posąg odniósł wrażenie że skrzydła lwa zadrżały, jak gdyby wiatr je muskał. I ten sam podmuch niósł ze sobą ciche słowa ,,Cierpiała wiele, za swe opuszczenie ojca, skłamała przeciw tobie, Synu Mój i zhańbiła swe imię rodząc dziecię niestworzone w miłości. Żałować te czyny żałować będzie na wieki i skazy na swej duszy czas nigdy nie zamaże. Dziedzicu państwa Avalon czyń to co ci rzekę! Zniż ją między swe sługi i pozwól żyć jej dziecięciu za słowo krwi iż dopilnuje by w Twym kraju została mi poświęcona." Głos umilkł, a Aladar wciąż klęcząc rzekł.
- Dzięki Ci, Mój Królu, za osąd sprawiedliwy. Oto czynię wedle twej woli. - po czym wstał, dobył miecza i podszedł do Rue. Ta zlękła się to wiedząc. - Wiedz iż to dzień chwalebny. Pan Nasz przebaczył ci winy, lecz z jego woli zniżam cię, elfa, między me sługi i musisz złożyć mi przysięgę własnej krwi, że na Avalonie poświęcisz Cosette Skrzydlatemu Lwu.
Greit ze zdumieniem patrzyła jak Eponii nacina sobie dłoń i przykładając ją do serca wypowiada słowa przysięgi. Jeśli się z niej nie wywiąże, Aladar ma prawo ją zabić.
Gdy skończyła, służki udały się by przygotować posiłek.

...stał posąg Lwa. Musnął dłonią jego grzywę...


sobota, 2 marca 2013

Avalon - r. 7

Rozdział 7
- Przymocujcie ją - rzekł Aladar podchodząc do ściany z bronią.
Stał tam przez chwilę, po czym wybrał bat zakończony ostrymi kolcami. Podszedł do Amity i uniósł jej twarz tak, aby spojrzała mu w oczy.
- Czy chciałabyś coś rzec, nim wypełni się twa kara?
Spojrzała na niego pełnym pogardy spojrzeniem i roześmiała się cicho.
- Jesteś głupcem, Aladarze - po czym splunęła mu w twarz.
Greit natychmiast zerwała się z miejsca i naciągnęła cięciwę. Aladar podniósł się, otarł twarz i uniósł dłoń. Elf niepewnie opuścił łuk, lecz nie usiadł.
- Skończmy z tym - powiedział unosząc ramię.
Stróżki krwi spływały po plecach dziewczyny, a Aladar z każdym uderzeniem szeptał słowo mocy, by wymazać jej pamięć. Nie płakała mim,o że łzy iskrzyły się w jej oczach. Nie krzyczała choć miała otwarte usta. Jedynie śmiała się drwiąco.
Książę co jakiś czas odwracał głowę, by spojrzeć na Greit i pomyśleć:,, Dalej, a gdybyś przez nią uniósł dłoń na Greitsien i złamał daną sobie obietnicę? Poza tym podjąłeś już decyzję i nie ma odwrotu.". Lecz gdy zadał kolejny cios, a zaklęcie zostało spełnione odwrócił się by znów spojrzeć na elfijkę i bicz zawisł w powietrzu. W jej oczach poza oddaniem i miłością, gdzieś z głębi zaczynał wypełzać strach i pustka. Wtedy książę zrozumiał: kiedyś Greit była na miejscu Amity. Aladar opuścił zakrwawioną broń i przyklękną obok elfa.
- Greitsien - szepnął chwytając ją za dłonie - Greitsien...
- Mój Panie... - nie zdołała opanować drżenia głosu.
- Nigdy nie uniósłbym na ciebie dłoni, Greitsien... - dotknął jej policzka ocierając łzę i wstał - czas wyruszać.
Skinęła głową i podniosła się, by zmienić swój ubiór. Pozostałe kobiety ruszyły jej śladem. Aladar wyszeptał słowo mocy i jego ubiór zastąpiła gładka szara tunika, włosy stały się czarne, a oczy wyblakły, poskramiając niegdysiejszy błękit. Gdy pojawiły się kobiety, książę podszedł do ledwie oddychającej dziewczyny i rzekł:
- Zwiesz się Amita, a ja kim jestem?
- Głupcem. Królem głupców.
W jednej chwili w dłoni Greit pojawiło się ostrze. Klinga miecza zabłysła w płomieniach pochodni, a jej właścicielka w porę się poskromiła.
- Mój Panie - wyszeptała wściekła - proszę, pilnuj mnie, gdyż nie ręczę za siebie.
Aladar podszedł do niej, a gdy spojrzał w jej oczy z ulgą stwierdził że strach się ulotnił.
- Ukryj broń, Greitsien. Wyruszamy.
Kiedy miecz zniknął, książę złapał sznur leżący obok, związał dłonie dziewcząt i przywiązał do swojego pierścienia. Otworzył drzwi.
Wyszli na targ. Aladar nakazał przywiązać Amitę do najbliższej belki i już miał zawrócić, gdy dostrzegł Greit która wpatrywała się w blond włosą dziewczynkę. Pociągnął elfijkę za sznur, tak by na niego spojrzała.
- Odwiąż ją - powiedział suchym głosem.
Greit skinęła głową w podziękowaniu i zbliżyła się do małej. Uniosła jej twarz, tak aby na nią spojrzała i przywiązała jej linę do pierścienia Aladara. Odwrócił się i ruszyli z powrotem do domu.
- Greitsien, zajmij się nią i przyjdźcie do mnie - rzekł gdy zamknęli drzwi - muszę ją poznać.
- Jak sobie życzysz, mój panie.
Podszedł do niej i rozwiązał jej dłonie, po czym wraz ze sługami udał się do pokoju. Elfijka złapała dziewczynkę za dłoń i zaprowadziła ją do pokoju dla służby. Podała jej wodę i spokojnie patrzała jak pije. Wyciągnęła dłoń dając jej do zrozumienia że muszą  już iść.
- Obronisz minie jeśli będzie chciał mnie skrzywdzić?
- Nie, ale będę przy tobie. - odparła otwierając drzwi.
Przyprowadziła ją do swego króla, skinęła głową na znak szacunku i przykucnęła obok. Książę zbliżył się do dziewczynki złapał ją za dłoń i wyszeptał słowo mocy. Zielone oczy tej małej istoty ze zdumieniem obserwowały jak rany na ręce tak szybko się goją.
- Jak się nazywasz? - spytał mężczyzna łapiąc drugą dłoń
- Cosette - odparła cicho
- Greitsien, znasz ją prawda?
- Tak, mój panie, nim mnie zabrałeś miałyśmy wspólnego właściciela.
- Proszę, opowiedz mi o nim - powiedział zaglądając w jej myśli - o twoim zamku.
- Nie odbierzesz mi go?
- Masz moje słowo - rzekł przykładając dłoń do serca - tylko mi go ukarz, proszę.
- Mam taki zamek pośród chmur - zaczęła szeptem - i kiedy zasnę mieszkam w nim. Jest tam zabawek cała moc, dziewcząt i chłopców wiele jest. Nikt nie używa brzydkich słów i nikt nie musi bać. Nikt nie wie co to płacz i ból. Nie w moim zamku pośród chmur. Jest Biała Dama, Pani Chmur co lubi śpiewać mi do snu. Jest piękna i zawsze tuli mnie, a mówi tak:...
- Cosette, ja kocham cię. - dokończyła Rue
Jej szaty zalśniły i stały się śnieżnobiałe. Blond włosy urosły do ramion, a rysy twarzy wygładziły się. Cicho powtórzyła wypowiedziane słowa i Cosette puściła się ku niej biegiem. Greit dostrzegła w niej coś znajomego, lecz nagłe pojawienie się tego przestraszyło ją. Zaniepokojona położyła dłoń na rękojeści miecza.
- Pani Chmur – wyszeptała Cosette wpadając w jej ramiona.
Rue przytuliła ją mocno i ze łzami w oczach gładziła ją po włosach. Gdy uniosła głowę spotkała pełne żalu spojrzenie Aladara. Dobyła sztylety - Greit momentalnie stanęła przed swym panem z założoną na łuk strzałą - i położyła je na ziemi. To samo uczyniła z pozostałą bronią.
- Idź z Cosette do pokoju – powiedział do niej sucho – zajmij się jej ranami. Greitsien pójdzie z tobą. I ostrzegam cię: nie próbuj mnie więcej oszukać, Eponii.

 Zielone oczy tej małej istoty...

czwartek, 14 lutego 2013

Avalon - r. 6



Rozdział 6
Mijały dni, miesiące, być może całe wieki. Poranki i południa spędzone na ćwiczeniach, wieczory podczas których elfy planowały odwet Avalonu. Noce pełne snów i marzeń, oraz tajemnych wypraw Greit do ogrodu by podziwiać i od nowa poznawać to, co nauczyła się kochać w swym królestwie.
Całe szczęście i spokój prysło w jednej chwili, gdy po ćwiczeniach wszyscy oprócz Greit udali się do pokoju. Po chwili przyszła Samanta.
- Pozostaw tu broń i włóż to - rzekła podając jej pierścień.
Wykonany był ze złota, lekki na dłoni, lecz niezwykle ciężki na palcu. Greit włożyła go i poczuła jak wysysa jej magię. Złożyła broń przed drzwiami, wiedząc że to zachowanie świadczyło tylko o jednym: zawiniła swemu panu. Samanta otworzyła drzwi wpuszczając ją do środka.
Aladar wstał widząc jak wychodzi, a gdy zbliżyła się do niego Amita podeszła i pchnęła ją zmuszając do pokłonu.
- Amito powiedz co zarzucasz Greit.
Elfijka pojęła że uczyniła coś poważnego, gdyż jej król nigdy tak się do niej nie zwracał.
- Nocami wykradała się do ogrodu i godzinami przemawiała tam w ukłonie. Mówiła do Jahwala - odparła bez zawahania.
- Greit, czy to prawda?
- Mój Królu, ona ma rację. Udawałam się do ogrodu, lecz modliłam się do Wielkiego Lwa, dziękując za pomoc w dotrzymaniu obietnicy, oraz za proroctwo które... - wyszeptała nie podnosząc głowy.
- Nie słuchaj jej, Mój Panie - przetrwała Amita - ona łże, kłamie przeciw tobie! Ona... ona zasługuje na karę!
- Więc co według ciebie powinienem uczynić?
- Wymaż jej wspomnienia, zrań i bliską śmierci wypuść na targ.
Książę spojrzał na elfa klęczącego przed nim i wydał osąd.
- Nigdy nie sądziłem że się tego dopuścisz. Zabrałem cię z targu i powoli zaczynałem ci ufać. Nie wiem czy myślałaś że jestem takim głupcem, czy aż tak nierozważny. Lecz omal nie zapomniałem o jednym: wciąż jesteś jedną z niewiernych, więc nie wolno ci ufać, Amito.
Greit ze zdumieniem napięła mięśnie. Osąd ją zdziwił, lecz zachowała spokój. Jakaś jej część mówiła że stanie się coś złego. Wtedy to usłyszała. Dźwięk dobywanych ostrzy, ledwie dosłyszalny odgłos napinania mięśni. Elfijka wyskoczyła w powietrze zasłaniając swego króla własnym ciałem. Dwa sztylety wyrzucone przez Amitę wbiły się w nogę i ramię elfa.
- Najpierw musisz zabić mnie. - powiedziała Greit wydobywając broń z ran.
Elfijka rzuciła się na przeciwnika. Atakowała i broniła się z nie zważając na ból. Obróciła się wokół własnej osi i zadała silne ciosy nożem przypierając Amitę do ściany. Mimo że z ran sączyła się krew, a ramiona i nogi zaczęły jej drżeć przyłożyła jej nóż do gardła skutecznie ją unieruchamiając.
- Zwiążcie dłonie Amicie i dajcie jej pierścień! - Aladar zareagował natychmiast
Gdy dziewczyny zbliżyły się by wykonać rozkaz Greit opuściła sztylet i odwróciła się stając twarzą w twarz ze swym królem. Opuściła głowę, a on chwycił jej dłoń i szepcząc słowo mocy ściągnął pierścień. Następnie wziął ją w ramiona, zaniósł na swe łoże i udał się do kuchni. Powrócił po chwili z wodą i tkaniną.
- Dziękuję, Greitsien - powiedział przemywając jej rany.
- To zbyteczne, mój królu. - odparła drżącym głosem.
- Nie, mylisz się - wyszeptał kładąc dłoń na jej policzku - Sądzisz ktoś kto gotów jest zginąć w moje imię, walczyć za mnie do ostatniej kropli krwi, nie powinien być leczony ani nie winienem mu dziękować? Greitsien, nie dane mi było poznać dzielniejszego elfa.
- Pochlebiasz mi mój panie. Ale Amita ma rację, ja...
- Greitsien, ufam ci bezgranicznie i wiem, że cokolwiek czynisz nie pozwolisz aby stała mi się krzywda.
Gdy skończył ją leczyć podniósł się i podszedł do Amity.
- Amito - rzekł - sama wymierzyłaś sobie karę. Zbyt głośno myślałaś, twoje zamiary były mi znane. Sądziłaś że skoro ona stała się najlepsza z was, to wystarczy się jej pozbyć i będziesz kiedyś królową na Avalonie. A gdy odkryłem prawdę chciałaś się mnie zmusić. Zabierzcie ją. Jutro się nią zajmę. Przygotujcie posiłek.
Gdy dziewczyny wyprowadziły Amitę, Greit podniosła się by ruszyć za nimi, lecz Aladar powstrzymał ją ruchem dłoni. Nieśmiało usiadła obok swego pana.
- Mój królu - zaczęła cicho - pozwól iż dziś w nocy ukarzę ci mą tajemnicę. Jeżeli odmówisz ja... ja zrozumiem.
- Greitsien, z chęcią ujrzę twój sekret, lecz proszę, powiedz mi czy to jest powodem tej wielkiej nadziei która od pewnego czasu tak iskrzy w twych oczach?
- Tak, mój panie. To nadzieja i radość, proroctwo Avalonu.
Uśmiechnął się do niej i czekali w ciszy na posiłek. Gdy już go spożyli wszyscy udali się do ogrodu.
Greit usiadła na ziemi i zaczęła się modlić. Chwilę później wstała i wskazała na pustkę ponad nimi. Można było wpatrywać się w nią i nic nie dostrzec, lecz w miejscu które wskazała co chwilę pojawiało się mdłe światełko. Gwiazda.
- To Jaspis, najjaśniejsza z gwiazd w gwiazdozbiorze Skrzydlatego Lwa. - rzekł po chwili Aladar - Magia Jahwala słabnie, a czasy Avalonu niedługo powrócą.


...w miejscu które wskazała co chwilę pojawiało się mdłe światełko. Gwiazda...