czwartek, 18 lipca 2013

Avalon - r. 15

Rozdział 15
Greit otworzyła oczy. Mrok otaczał ją z każdej strony tak, że nie mogła dostrzec swych rąk. Podniosła się wyżej, a na jej twarzy pojawił się grymas bólu. Zignorowała go słysząc szum drzew i traw. Jej wątła dłoń powędrowała w kierunku miecza, którego nie było.
- Napij się - rzekł głos
Greit poczuła, że w jej dłoni znajduje się szklanka. Uniosła ją do ust i z wdzięcznością łykała życiodajną wodę.
- Gdzie jestem? - spytała zwracając się w kierunku źródła dźwięku
- W Rimanie - zaszumiała odpowiedź - Nadchodzi. Zostawię was samych.
Wnet ktoś otworzył drzwi. Światło które wpadło do komnaty oślepiło elfijkę, lecz zdołała dostrzec zbliżającą się postać.
- Aladar - wyszeptała ruszając ku niemu.
Nie uszła nawet dwóch kroków. Ostry ból kręgosłupie i wątłe siły sprawiły, że nie miała dość sił by ustać na nogach. Wyciągnęła dłonie aby odeprzeć upadek, lecz nie dotknęła podłogi. Aladar był obok i ją podtrzymywał.
- Nie zasługuję na to - wyszeptała próbując mu się wyrwać.
Król postawił ją w pionie wciąż ją podtrzymując. Jedną dłoń oparł na jej talii, drugą zaś wsuną we włosy. Greit próbowała ze wszystkich pozostałych jej sił go odepchnąć. W końcu przesunął kciukiem po jej policzku, zatrzymał się na brodzie i starał się unieść ją do góry. Nie udało mu się to, więc bojąc się, aby jej skrzywdzić, pociągnął ją za włosy. Uniosła głowę wciąż mówiąc.
- Nie jestem godna by na ciebie patrzeć, zasługuję na karę...
Aladar zaczął opuszkami palców gładzić jej kark, cierpliwie czekając aż otworzy odpowiednio usta i ją pocałował. Nie odwzajemniła go, po prostu nie mogła. Starała się mu wyrwać, ale on blokował każdy jej ruch.
Dla niej to była walka na dwóch frontach. Zacięta bitwa między miłością a myślą, że zasługuje na karę i dlatego nie powinna oddawać się pieszczotom Aladara. Powoli i konsekwentnie złamał jej opór, tak silnie nalegając, gdy ona była zbyt słaba.
Spojrzała na moment w jego błękitne oczy i otworzyła się na pocałunek, odwzajemniając go z wigorem. Włożyła w niego wszystkie emocje które przed chwilą próbowała odepchnąć. Owinęła swe wątłe ramiona wokół szyi Aladara i wsunęła dłonie w jego aksamitne włosy. Próbowała go do siebie przyciągnąć, lecz była zbyt słaba. Jej król to pojął i nie odrywając warg od jej ust, porwał w ramiona.
Usiadł na łóżku, sadzając ją sobie na kolanach. Puścił ją i delikatnie od siebie odsunął. Oboje ciężko dyszeli. Greit podniosła nieśmiało wzrok i oparła dłoń na jego silnym ramieniu, a jej twarz wykrzywił grymas bólu. Nie uszło to uwadze Aladara.
- Greitsien, co cię boli?
- Kręgosłup, lecz to nic wielkiego, ja...
- Ciii, nic nie mów - przerwał jej - musisz odpocząć.
Położył ją na brzuchu, ułożył dłonie na jej ramionach i przesunął je w kierunku jej bioder. Wrócił na jej barki i zaczął ją masować. Greit westchnęła z rozkoszą, czując jak rozluźniają się jej mięśnie. Przymknęła oczy pozwalając by się nią zajął, a chwilę później smacznie spała.
Gdy się zbudziła pomieszczenie rozświetlały pochodnie. Była to wyrzeźbiona w kamieniu sala z łożem i kilkoma szafkami. Greit usiadła rozglądając się w poszukiwaniu Aladara. Przyglądał się jej oparty o ścianę.
- Greitsien - rzekł idąc do niej - nie musisz się mnie obawiać.
- Postąpiłam wbrew tobie, zasługuję na bolesną karę.
- Nie, nigdy cię nie ukażę - odparł łapiąc jej dłoń - póki żyję nikt nie uniesie na ciebie ręki - dostrzegł niemą prośbę w jej oczach - Dobrze, masz moje słowo, że się nad tym zastanowię, lecz nie tutaj i proszę nie wracajmy już więcej do tej rozmowy, dobrze?
Skinęła głową rozumiejąc dlaczego tak postąpił.
- Aladarze, jak to się stało, że jesteśmy w Rimanie? – spytała nieśmiało patrząc w jego oczy.
- Twoje zaklęcie opadło tuż przed końcem ścieżki. Ja wróciłem do ciebie, a pozostała trójka pobiegła po pomoc. Spotkali Oreafa i Oryfeusza szmaragdowych synów Eltariana. Zabrali nas do swej krainy i polecieli po driady które cię leczyły - dotknął jej policzka - przez dwa dni byłaś nieprzytomna, a ja bardzo się o ciebie bałem. Eltarian chciał mi o czymś powiedzieć, ale rzekłem mu, iż chcę to usłyszeć w twej obecności.
Uśmiechnęła się do niego, dotknęła jego twarzy i pocałowała go w policzek. Szepnęła słowo mocy, a dziury w jej ubraniu się zacerowały. Podeszła do szafki i uzbroiła się. Aladar nie odrywał od niej wzroku. Jej czarne oczy iskrzyły się w świetle pochodni, a każdy jej ruch ukazywał jak bardzo jest delikatna. Wpatrywał się w nią zachwycony.
- Aladarze, czuję się na siłach. Jeżeli nie masz nic przeciwko wyruszymy do Eltariana.
- Oczywiście - odparł i wstając niby przez przypadek musnął nosem jej kark - Czy kiedykolwiek mówiłem ci, że nie ma piękniejszej elfijki od ciebie?
- Tak, wielokrotnie - dotknęła jego ramienia - najdroższy, proszę trzymaj swoje uczucia na wodzy.
Skinął głową i podał jej ramię. Opuścili pokój, a Aladar zaczekał aż Greit zauroczy się tym widokiem. Zbliżyła się do krawędzi, lecz nie dostrzegła ziemi. Król odsunął ją od urwiska i nakazując jej trzymać się ściany, a sam szedł bliżej przepaści. Po drodze mijali wiele jaskiń, lecz te były o wiele większe i nie posiadały drzwi. Z jednej wyjrzał rubinowy pysk smoka. Jego zielone oczy z ciekawością przyglądały się koronie Aladara, lecz schował się, nim ten zdążył dobyć miecza. Gdy dotarli do głównej jaskini słońce było w zenicie.
- Miło was widzieć - rzekł Eltarian - Greit, mam nadzieję że czujesz się już lepiej.
- Tak, dziękuję za pomoc.
Smok ułożył się wygodnie, co chwilę rozkładając złote skrzydła, po czym wskazał im bogato zdobioną sofę. Gdy w niej zasiedli zaczął mówić.
- Lordowie zapewnie nie wspomnieli wam o Zakonie Lwa. Jest to zgromadzenie wielu ras tego świata. Każdy z jej członków ma zadanie bronić i wspierać innych. Twoi rodzice byli w zakonie...
- Dlaczego więc nie przyszliście im z pomocą? - w głosie Aladara dawało się dosłyszeć rosnący gniew - zginęli mimo tak wielkiej liczby sojuszników.
- Wiadomość dotarła zbyt późno i nawet z tysięcznym wojskiem nie zdołaliśmy się przebić przez barierę Jahwala... Muszę wiedzieć czy pójdziesz ich śladem i dołączysz na czele Avalonu do nas, czy obrócisz ponad pół świata przeciw sobie?
Aladar z wahaniem spojrzał na Greit, ta spokojnie skinęła głową.
- Chcemy wstąpić do Zakonu - rzekł
- Dobrze, przyjdźcie tu o świcie.

....co chwilę rozkładając złote skrzydła...


poniedziałek, 15 lipca 2013

Avalon - r. 14

Rozdział 14
Długie ciało węża spokojnie sunęło w kierunku biegnącego elfa. Gad wysunął rozwidlony język starając się wyczuć zapach krwi za którym podążał. Nagle się zatrzymał i zamachnął ogonem przewracając swoją ofiarę. Upadła, lecz podniosła się prędko i zaatakowała.
Greit naciągnęła cięciwę i wypuściła strzałę. Trafiała tuż obok oka. Jahwal nie zwócił na to uwagi. Elfijka zamachnęła się mieczem dostrzegając zbliżający się ogon. Była zmęczona, lecz musiała walczyć by uchronić najbliższego jej sercu. Miecz wyleciał jej z rąk, a powietrze rozdał pełen kpiny śmiech wroga.
- Sssłabniesz elfijko? -  spytał
Nie odpowiedziała. Znów nałożyła strzałę na cięciwę i trafiała idealnie po drugiej stronie. Wąż zasyczał z bólu i jednym ruchem wyrzucił ją w powietrze. Uderzyła o pień drzewa, a jej wzrok na moment zaszedł mgłą, lecz zdołała dostrzec sylwetkę zbliżającego się elfa. Aladar. Greit ostatkiem sił wyrzuciła sztylety, a jej bezwładna głowa opadła na ramię.
Król wbił miecz w grzbiet tego gada równocześnie z sztyletami swej żony. Bezwładne cielsko opadło na ziemię, a promienie słońca które zaczęły przenikać przez gałęzie, roztopiły to co pozostało z Jahwala.
- Greitsien! - Aladar zerwał się z miejsca.
Przyklękną obok niej i ułożył sobie jej głowę na kolanach. Położył dłoń na jej szyi, z ulgą wyczuwając słaby puls,  rozerwał swe szaty starając się zatamować krwawienie z poważnych ran. Wnet zerwał się wiatr. Aladar delikatnie ułożył ją na ziemi, dobył miecza i odwrócił się. Dwa wielkie, skrzydlate jaszczury wylądowały tuż przed nim. Miały tę samą szmaragdową barwę, lecz różniły się w budowie. Elf niespokojny stanął przed Greit gotów ją bronić, gdyby smoki próbowały skrzywdzić wybrankę jego serca.
- Ty zapewne jesteś Aladar - rzekł masywniejszy stwór.
- Skąd znasz me imię?
W odpowiedzi z grzbietu mniejszego smoka zaskoczyli kompani króla.
- Zwę się Oreaf - odezwał się większy - a to mój brat Oryfeusz.
- Pomożecie Greitsien? - spytał Aladar odsłaniając swą żonę.
Bracia zbliżyli się i wysunęli rozwidlone języki, by zbadać jej stan.
- Jest ciężko ranna jak i zmęczona, nasz ojciec może jej pomóc - Oreaf odsunął się od brata - wsiadaj zabierzemy was stąd.
Aladar wziął Greit w ramiona i wspiął się na grzbiet jaszczura. Wzbili się w powietrze. Gdy opuścili las i lecieli nad pustkowiem smoki wzlatywały coraz wyżej. Kiedy dotarły do powierzchni chmur przez moment jaszczury wyrównały lot, a następnie zanurkowały. Zaczęły obracać się wokół własnej osi, przypominając wypuszczoną z łuku strzałę.
Gdy dało się dostrzec zarys skał rozłożyły skrzydła. Było to urwisko w kształcie półkola z mnóstwem jaskiń zamieszkanych przez smoki. Te na których lecieli rozdzieliły się i lecąc pionowo, minęły się przed największą z widocznych jaskiń. Zakończyły spotykając się tam gdzie się rozdzieliły - naprzeciw owej dziury w skale. Wleciały do niej.
- Ojcze - rzekli równocześnie po wylądowaniu.
Złoty smok obrzucił ich spokojnym spojrzeniem, zatrzymując się na grzbietach. Z mroku wyłoniła się srebrna smoczyca. Mruknęła coś do tego zielonego, a on jej odpowiedział tym samym. Opuściła jaskinię wzbijając się w powietrze.
- Zwę się Aladar - rzekł elf zeskakując z grzbietu Oreafa - z praw nadanych przez Wielkiego Skrzydlatego Lwa zasiadam na tronie Avalonu, państwa elfów. Przybyłem by prosić o pomoc. Moja żona jest ciężko ranna.
- Witaj jestem Eltarian, pan Riamu, smoczej krainy - rzekł złoty i wyciągną szyję w kierunku Greit trzymanej w ramionach Aladara - nie jest z nią dobrze, ale zrobimy wszystko co w naszej mocy by jej pomóc.

Dwa wielkie, skrzydlate jaszczury...


piątek, 12 lipca 2013

Avalon - r. 13

Rozdział 13
Pięcioro elfów stało przed potężnym lasem. Uzbrojeni, silni i gotowi by ruszyć w nieznane. Jedna z nich, mająca złoty diadem na głowie, rozdała towarzyszom pochodnie i prosząc by trzymali się blisko zrobiła pierwszy krok w ciemność, podczas gdy na wschodzie nastawał świt. Jedynym źródłem światła stały się pochodnie i pierścienie władzy, gdyż gałęzie drzew nie przepuszczały promieni słońca. Zapowiadała się spokojna droga, chodź nikt nie miał wątpliwości, że w mroku czai się zło.
Wyruszyli z pałacu dwa dni temu i w ciągu jednego bądź dwóch dni powinni przebyć ten las. Gdy zmęczenie dało im się we znaki rozpalili ognisko i rozwinęli na ścieżce tkaniny mające posłużyć im jako łóżka. Greit położyła głowę na ramieniu Aladara, a on ucałował ją na dobranoc.
Zbudził ją szelest liści. Ognisko dawno wygasło, choć wciąż węgielki się  iskrzyły. Odgłos się  powtórzył. Greit zerwała się na równe nogi i dobyła miecza. Gdy pozostali stanęli u jej boku, szepcząc słowo mocy wyrzuciła w powietrze kilka kamieni tworząc krąg obrony. W mroku rozbrzmiał znajomy szyderczy śmiech.
- Nie głupie rozwiązanie - rzekł ten sam głos.
Jahwal. Mimo że go nie widzieli nikt nie miał wątpliwości, że to on. Królowa przez monet myślała co począć i w końcu zrobiła to co nakazało jej serce.
- Aladarze - szepnęła stając przed nim - wiem, że to co teraz uczynię, będzie wbrew tobie i wierzę, że zostanie mi wymierzona za to pamiętna kara.
- Greitsien, proszę nie, nie rób tego - odparł pojmując to, co miała zamiar uczynić. Wiedział,  że te słowa nie pomogą więc szepnął zrezygnowany - Greitsien, najmilsza mego serca, wiedz, iż zawsze, mimo to będę cię kochał.
Po czym ukryła miecz, a on uniósł jej głowę tak, aby spojrzała w jego błękitne oczy i gorąco pocałował. Wciągnęła ten cudny zapach, tę woń traw i żywiołokłosu, wsunęła dłoń w złote, jedwabiste włosy, po raz ostatni obrysowała owal ukochanej twarzy i nie chętnie oderwała się od tego idealnego mężczyzny. Aladar złapał jej dłoń obiecując sobie, że nie pozwoli jej zginąć i delikatnie ucałował koniuszki jej palców. Puścił ją, gdy ze łzami w oczach wypowiedziała słowo mocy. Zamarł w bezruchu. Tylko jego oczy pozostały wciąż żywe i pełne sprzeciwu, a zarazem miłości.
- Ręczycie za niego własnym życiem - rzekła do towarzyszących jej elfów - gdy dam wam znak chwycicie kamienie tak aby Aladar był w środku ich mocy i pobiegniecie w stronę światła...
Skinęli głowami w odpowiedzi i stanęli obok kamieni. Greit zbliżyła się do Aladara i oddała mu pokłon.
- Jestem elfem i obietnicy swej za cenę własnej krwi dotrzymam. Zawsze cię kochałam i kochać będę... - pochyliła głowę i pocałowała jego pierścień - Mój Królu... - wstała i nie mając odwagi by spojrzeć mu w oczy, dobyła miecza - biegnij do światła.
Nogi Aladara poruszyły się, zaczął biec. Samanta i pozostali ruszyli za nim, pozostawiając Greit pośród szaleńczego śmiechu wroga.
- Wzrussszające pożegnanie - rzekł Jahwal - po prossstu ssszkoda mi wasss.
- Ukaż się, tchórzu!
Jej dłoń ściskająca miecz była już cała mokra od potu. Skupiona zataczała kręgi, co chwilę wyrzucając w powietrze ognistą kulę która rozświetliła okolicę. Gdy usłyszała szelest za swoimi plecami, odwróciła się i z przerażeniem dostrzegła Jahwala. Był to trzy- bądź czterokrotnie większy od niej wąż. Wbił w nią swoje złote spojrzenie pionowych źrenic, rozłożył kaptur i zasyczał.
- W imię Lwa - szepnęła Greit ruszając do ataku.

z przerażeniem dostrzegła Jahwala. Był to trzy- bądź czterokrotnie większy od niej wąż...

sobota, 20 kwietnia 2013

Avalon - r. 12


Nowe dni
Piękno dni Złotego Wieku powróciło i zagoiło wszelkie blizny i piętna odciśnięte na historii państwa elfów tworząc Nowy Złoty Wiek - powrót szczęścia, honoru i miłości.

Rozdział 12

Greit zbudziła się przed świtem. Obróciła się na drugi bok spotykając pocałunek Aladara. Uśmiechnął się ciepło i dotknął jej twarzy.
- Greitsien, nie sądzisz że powinniśmy już wstawać?
Skinęła głową i podniosła się. Udała się do pomieszczenia obok, by zmienić strój. Po chwili wróciła ubrana w długą błękitną suknię, z białymi wiązaniami. Aladar już czekał. Piękny nie zależnie od stroju, a długie blond włosy opadały mu na ramiona. Wyciągnął dłoń ku Greit i opuścili sypialnię.
Szli wpatrując się w dziedziniec oświetlany pierwszymi promieniami wschodzącego słońca. Skierowali się ku schodom, zeszli na niższe piętro i udali się do pomieszczenia przylegającego do sali tronowej. Lordowie już na nich czekali. Powitali ich i otworzyli drzwi.
Jadalnia była mała, choć przestronna. Długi stół był zastawiony wieloma daniami. Chleb z ziela Dali, sałatka z owoców Neus i Iridhunn, bułki z makiem, chłodna woda źródlana, rozcieńczony z sokiem ogniokrzewu miód satyrów oraz cierpkie wino cyklopów. Wszyscy zaczekali aż Greit usiądzie, dopiero sami zasiedli przy stole.
- Wielki Skrzydlaty Lwie - rzekł Aladar - prosimy Cię, pobłogosław ten posiłek, by dodał nam sił w dzisiejszym dniu.
Po tych słowach piątka elfów zabrała się do jedzenia. Gdy skończyli podnieśli się i udali do sali tronowej, przyszły żony lordów by sprzątnąć stół. 
Lordowie otworzyli potężne, rzeźbione, wykonane z ciemnego drewna drzwi. Sala była największym pomieszczeniem w pałacu. Posiadała kryształowy sufit dzięki któremu wpadało tam światło nie zależnie od pory dnia. Na jej końcu stały dwa zdobione trony, a za nimi było malowidło przedstawiające Skrzydlatego Lwa który z upodobaniem wpatruje się w zasiadających na tronie, w tle zaś widnieją wzgórza Avalonu. Greit i Aladar zmierzając ku tronom szli po czerwonym dywanie po bokach mijając dwanaście podpierających sufit kolumn. Zasiedli w nich mając po prawicy ławę na której spoczęli lordowie.
Siedzieli tam do zenitu słońca. Mimo, że nastawał spera, więc dni nie były upalne, lecz władcy na trzy godziny opuszczali salę tronową. 
Greit stała na balkonie nad południowym wejściem. Widok był wspaniały, dzięki czemu to tutaj spędzała najwięcej czasu. Wpatrywała się w dal na zielonkawe drzewa falujące pod wiatrem, na elfy rozpoczynające tam nowe życie i na czerń poza nimi. Ciemny pas niczym nieruchome chmury burzowe unoszące się nad horyzontem.
Nagle strumień ciepła owinął jej serce. Nie musiała się oglądać, aby wiedzieć kto za nią stoi. Mimo, że zjawił się jak zawsze bezszelestnie, jej serce wyczuło jego obecność.
- Aladarze - szepnęła nie odwracając się.
Mężczyzna zbliżył się, położył jej dłonie na ramionach i w zamyśleniu podążył za jej wzrokiem.
- Słyszałaś mnie?
- Nie. Serce mi powiedziało - obróciła się ku niemu - czymże jest ten cień na horyzoncie, co przyćmiewa blask dnia?
- Tętni czarną magią, jakby Jahwal wciąż żył, - chwycił ją za dłonie - ale nawet jeśli część jego przeżyła, nie odważy się zbliżyć do pałacu.
- On nie był zwykłym elfem. Ojciec mówił mi, że w jego żyłach płynie nienawiść i wieczne pragnienie krwi, że odkąd powstała Festia stał się cieniem samego siebie.
- Och...Greitsien, rozumiem to co trapi twój umysł. Mimo, że nie mam wątpliwości do twej odwagi, wiem iż nie masz dość sił by mi zadać to pytanie, - powiedział dotykając jej policzka - ale wiedz że się zgadzam. 
Spojrzała mu w oczy i wtuliła się w jego ramiona. Dotknął jej włosów, zastanawiając się czy właściwie postąpił. Słońce wędrujące po bezchmurnym niebie przemieściło się i teraz świeciło im prosto w twarz. Odciągnął od siebie elfijkę, podał jej ramię i poprowadził ku wschodniej bibliotece, by zdobyć wiedzę niezbędną do tej wyprawy.
Było to okrągłe pomieszczenie nad jadalnią, wypełnione po brzegi księgami. Najcenniejsze stworzyły pierwsze elfy, inne spisano tuż przed Wielką Bitwą lub ich karty wciąż są uzupełniane, lecz każda z nich jest pomocą w trudnych chwilach. Aladar wraz z Greit spoglądali na tytuły i odkładali na stolik te księgi w których mogli znaleźć potrzebne informacje.
- Wystarczy - rzekł Aladar spoglądając na stos który wyrósł na stole.
Greit wzięła w dłoń Geografię Avalonu oraz królestw przyległych i rozłożyła mapę. 
- Dwa dni na północ jest granica z Rimanem...
- Smoki - przypomniał sobie król kartkując Bestnariusz - przed Wielką Bitwą władał nią Eltarian i byliśmy z nimi w dobrych stosunkach.
- Pięć... - królowa analizowała mapę - wybacz, sześć dni przez wzgórza na wschód jest Onion...
- Pustkowie Aniołów - przerwał jej - włada nią Archanioł, lecz nie dotrzemy tam bez skrzydeł.
- Na południu dziesięć dni od pałacu płynie Sennar...
- Nasiady są zbyt daleko, udamy się do Rimanu, jego władca był dobrym przyjacielem mojego ojca...
- Nie musisz mi się tłumaczyć - przetrwała mu sięgając po Elf - nie tylko anatomia - lordowie się na to nie zgodzą.
- Nie mają wyboru - szepnął do jej ucha - otwórz na piątym rozdziale: Zło w duszy.
Dusza elfa który podąży złą drogą po śmierci ciała przybiera naturalną postać i odchodzi, chodź zdarzało się że błąkały się po świecie starając się ukończyć swe dzieło i pomścić ciało. Pokonać ją jest bardzo trudno, lecz potrafią nieodwracalnie stać się ciałem dzięki czemu broń je rani. Nie zdołają się wykrwawić gdyż to wciąż duch, ale należy je pokonać jak zwykłe stworzenie - odciąć głowę lub przebić serce.
Gdy odczytali te słowa odłożyli księgi na miejsce i w ciszy udali się na posiłek. Gdy dotarli na dół lordowie już czekali. Skinęli głowami na powitanie i zasiedli na swoich miejscach. 
- Lordowie - rzekł Aladar gdy skończyli - mamy zamiar przebić się przez barierę...
- Nie! - lord Magnus zerwał się z miejsca - To pewna śmierć!
- Minęło już wiele czasu odkąd Wielki Lew opuścił Avalon. Nie możemy dłużej zwlekać.
- Pozwólcie nam wyruszyć z wami! - odezwał się lord Bell
- Lordowie prosimy abyście pozostali w pałacu - powiedziała Greit - weźmiemy ze sobą Samantę i dwoje ludzi których już wybrał Aladar.
- Kiedy i w jakim kierunku wyruszacie? - spytał spokojnie lord Marius.
- Jutro skoro świt pójdziemy na północ przez wzgórza do Rimanu.
Lordowie pojęli, że nic nie wskórają. Zapadła cisza.

Greit - elfijka o brązowych włosach i oczach czarnych niczym noc.

środa, 10 kwietnia 2013

Avalon - r. 11


Rozdział 11
Gdy przekroczyli próg pałacu nikt już nie walczył. Lordowie wraz z żonami zajmowali się rannymi. Aladar powitał ich, stanął między swoim ludem i zaczął mówić. W świetle pochodni można było dostrzec determinację iskrzącą w jego błękitnych oczach.
- Nie powinniśmy zwlekać. Musimy iść.
Po tych słowach ruszył przed siebie. Greit bez wahania poszła jego śladem. Lordowie spojrzeli po sobie niepewnie, podnieśli się i udali za nimi. Po chwili wszyscy zmierzali za królem.
Szli wytrwale przez wiele godzin. Z każdym krokiem odczuwali zmianę. Powietrze stawało się cieplejsze, a sucha i twarda ziemia pod ich stopami z czasem stała się miękka i porośnięta trawą.
Nagle pojawiło się przed nimi światło. Wielu po raz pierwszy ujrzało blask. Mgły i chmury przez wieki zasłaniające niebo zniknęły. Nastawał świt.
Wraz ze słońcem pojawił się pałac Avalon. Błyszczący nieskazitelną bielą z tysiącami kolumn i czterema wieżami. Elfijka chłonęła ten widok całą sobą. O to walczyła od lat, to o tej chwili marzyła. Odetchnęła pełną piersią. Wróciła, nareszcie wróciła do domu.
Jej uśmiechnięte oczy dopiero po chwili dostrzegły stojącą u szczytu postać. Bez wahania pochyliła głowę i przyklęknęła rozpoznając Wielkiego Skrzydlatego Lwa. Naprawdę był wielki, a jego złotą grzywę rozwiewał delikatny wiatr. Nagle rozwarł szczęki i zaryczał. Jego głos sprawił, że nawet powietrze zadrżało, każde kolano ugięło się, a serca biły radością i chętnie chłonęły tę opowieść. Mówił o ich przodkach, o wojnie, cenie wolności, sile miłości i o istocie nadziei. A wszystko to trwało zaledwie chwilę.
- Aladarze, synu mój - rzekł głębokim głosem - czy twe serce już wybrało?
- Tak - odparł - lecz nie wiem czy jej również.
- Więc upewnij się.
Książę zszedł na dół, a tłum rozstąpił się na boki. Zbliżył się do elfijki której uroda jaśniała niczym wschodzące słońce. Przeczesał palcami jej brązowe włosy, a ona spojrzała na niego swymi czarnymi oczyma.
- Greitsien, czy mnie miłujesz? - spytał.
- Tak, Mój Panie, zawsze cię kochałam... Ale czy ty...
- Pokochałem cię całym sercem i kocham do dziś, niczego nie pragnę więcej tylko z tobą być - wyznał cicho.
Złapał ją za dłoń i powiódł ku schodom. Gdy stanęli przed obliczem Lwa wiedzieli, że zostali dla siebie stworzeni.
- Aladarze, Greit czy przysięgacie wiernie służyć memu ludowi, trwać w waszej miłości, nie unosić się honorem, władać i sądzić sprawiedliwie, wciągać dłoń do potrzebującym, zawsze walczyć ze wszystkich sił i do ostatniej kropli krwi w słusznej sprawie?
- Przysięgamy - odpowiedzieli.
Zbliżyli się do nich lordowie. Każdy położył im dłoń na ramieniu i oddawał pokłon, ukazując w ten sposób posłuszeństwo władcom. Lord Marius był ostatni i niósł czerwoną poduszkę na której spoczywała korona oraz diadem, a obok leżały dwa małe skrzydlate lwy. Nałożył na ich głowy te symbole władzy i stanął obok pozostałych lordów. Lwy wzbiły się w powietrze, owinęły się wokół palców władców i rozłożyły skrzydła, ukazując czerwono-złoty klejnot. Zastygły w bezruchu tworząc pierścień władzy.
Wielki Skrzydlaty Lew spojrzał na nich znacząco. Aladar obrócił się ku Greit, chwycił jej dłoń i delikatnie musnął jej twarz. Na jego czujnej twarzy malował się zachwyt. Przyciągnął ją do siebie, a ona nieśmiało zarzuciła mu dłonie na szyję. Wpatrzony w jej czarne oczy, pocałował ją. Odwzajemniła to z nie ukrywaną chęcią. Był to pocałunek delikatny i niewinny, jak też zniewalający. Kolana ugięły się pod nią tak, że musiał ją podtrzymywać. Gdy oderwał usta od jej drżących warg, uśmiechnął się, a Greit wtuliła się w jego ramiona szczęśliwa i pewna, że ten wspaniały mężczyzna należy tylko do niej.
- Oto władcy Avalonu - rzekł Lew potężnym głosem - Król Aladar i Królowa Greit!
Aladar podał ramię swej królowej i wśród okrzyków radości przekroczyli próg pałacu. By w nim zamieszkać na wieki i żyć razem, póki On ich nie rozłączy.
I oto narodził się nowy czas dla Avalonu. Dla nich. Ich życie się odmieniło. Bo miłość dała im nadzieję na lepsze jutro. A nadzieja ta w nich nie wygasła i w końcu zwyciężyła.

...rozwarł szczęki i zaryczał...

niedziela, 7 kwietnia 2013

Avalon - r. 10


Rozdział 10
Greit i Aladar walczyli ramię w ramię. Osłaniając i ratując się wzajemnie, pomagali sobie nawzajem nie bacząc na własne życie.
W pewnym momencie elfijka robiąc unik nie ujrzała swego księcia. Zadała cios i rozejrzała się. Dopiero wtedy go dostrzegła.
Pałac się pojawił nagle przed nią. W świetle nielicznych pochodni, złowrogi, z wieżycami niczym kolce był jeszcze bardziej odrażający. Zbliżyła się niepewnie. Pierwotne, pradawne i gotowe do ataku zło, właśnie w tym pałacu miało swą siedzibę. Główne wejście, prowadzące zapewne do pomieszczenia podobnego do sali tronowej było otwarte. Mimo strachu ściskającego jej żołądek puściła się biegiem.
Bez najmniejszego problemu dotarła do czarnych wrót. Z mieczem w dłoni przekroczyła  próg. W mroku pomieszczenia jaśniała pochodnia, a obok niej ktoś stał. Gdy Greit zbliżyła się na tyle, że ogień oświetlił jej postać, okazało się, że to związany mężczyzna, który usłyszawszy ją podniósł głowę. Aladar.
- Rzuć broń pod ścianę - odezwał się mrożący krew w żyłach głos.
Ten który wypowiedział te słowa wyszedł z mroku, którego nie sięgało światło pochodni. Mimo że miał na głowie kaptur, przez co nie widziała jego twarzy i słyszała go po raz pierwszy nie miała wątpliwości co do jego właściciela. To Jahwal, wuj Aladara.
Zawahała się, wspominając nauki ojca. ,,Noś sztylet ukryty w bucie - mówił - i nikomu o nim nie mów. Gdy twój pan nakaże ci się rozbroić, pozbądź się go. Ale nigdy gdy powie ci to wróg". Pozbyła się broni, lecz usłuchała ojca - pozostawiła sztylet.
- Wypuść Mego Pana - powiedziała czując, że ręce zaczynają jej drżeć.
- Ja jestem twoim panem - odparł Jahwal.
- Czego chcesz? - spytała twardo.
- To mi się podoba. Ta która nikomu nie dała się złamać, pyta się mnie czego chcę - zamyślił się - wyrzeknij się tego waszego lwa, tak jak ja to zrobiłem wieki temu.
Poczuła jak trucizna gniewu zaczyna krążyć w jej żyłach. Gdyby kpił sobie z niej, przetrwałaby to, ale nie pozwoli by spluwał na imię tych których kocha.
- Prędzej zginę - odparła, a jej dłoń powędrowała do miecza którego nie było.
- I tak, będziesz o nią błagać - zaśmiał się szyderczo, dobył sztyletu i przyłożył do szyi Aladara - będziesz mi posłuszna, czy nie?
Książę podniósł głowę, a jego błękitne spojrzenie przeszyło ją na wskroś. To była niema prośba, rozkaz by opuściła pałac. Nie usłuchała, nie mogła go zostawić.
- Ignis - wyszeptała prostując dłoń.
Sądziła że pojawi się płomień, lecz nic się nie stało. Rozejrzała się i ze zdziwieniem dostrzegła lśniące złotawym światłem kamienie ułożone rogach sali. Krąg magii. Nikt nie użyje tu zaklęć. Była bezbronna.
- Więc, jak będziesz mi posłuszna? - spytał Jahwal.
- Ja...
- Greitsien - przerwał jej Aladar - nie rób tego. Proszę, wspomnij swą obietnicę. Masz siłę by wytrwać i pozostać elfem, a nie jednym z nich.
- Wybacz mi, mój Panie - wyszeptała i oddała mu pokłon.
Powoli i wręcz nie zauważalnie przesunęła dłoń ku rękojeści sztyletu. Westchnęła głęboko, dobyła go i wyskoczyła w powietrze. Jahwal mógł się bronić lub uciąć głowę Aladarowi. Na szczęście wybrał to pierwsze.
Potoczyli się po posadce. Próbowała dźgnąć go sztyletem, lecz zręcznie unikał tych ataków. Gdy elfijka znalazła się nad nim, on przyłożył stopy do jej piersi i wyrzucił w powietrze. Złapała równowagę w locie i spadła na podłogę, nie rozbijając się o ścianę.
- Patrz jak umiera Avalon - rzekł Jahwal.
Chwycił jej broń, dobył sztylety i rzucił. Trzy ostrza mknęły w stronę Aladara. Greit wiedziała ze nie zdąży tam dobiec.
- Obturatio - krzyknęła puszczając się biegiem - W imię Wielkiego Skrzydlatego Lwa, Obturatio!
Sztylety stanęły w miejscu. Chwyciła je i rozcięła liny swego króla.
- Jak tego dokonałaś? Przecież jesteś w kręgu... - zaczął Jahwal
- To nie jest jej magia. To moc Tego, którego ty się wyrzekłeś, mój stryju - rzekł Aladar - dziękuję Greitsien.
Wziął od niej sztylety i rzucił się na Jahwala. Walczyli długo, raniąc się i unikając. Byli szkoleni u tego samego lorda, równi siłą i mocą, lecz starszemu zmęczenie dawało znaki. Stawał się coraz słabszy, gdy Aladar rósł w siłę. W pewnym momencie władca Festii za późno zareagował, a dziedzic Avalonu wykorzystał to przebijając mu serce.
- Chodź, Greitsien - rzekł podnosząc się - To koniec. Zaraz pałac się zawali.
Nim wyszli Greit rzuciła ostatnie spojrzenie na ciało Jahwala. Wciąż miał kaptur na twarzy. Przez chwilę miała wrażenie, że z jego ciała coś wypełzło i skryło się w cieniu ruin.


...miał na głowie kaptur, przez co nie widziała jego twarzy...

poniedziałek, 18 marca 2013

Avalon - r. 9


Rozdział 9
Po stu dniach od przysięgi Eponii, gdy nocą po modlitwie Aladar wraz z Greit wracali do pokoju, elfijka zatrzymała się w drzwiach z niedowierzaniem wpatrując się w niebo. Książę powędrował za jej spojrzeniem.
- Mój Panie, czy mnie oczy mylą? Czy to nie Sirbin, zwiastun zwycięstwa przezwycięża mrok nocy? - spytała
- Greitsien masz rację, druga gwiazda błyszczy już na niebie - Aladar poczuł jak sen który próbował go zmorzyć podczas modlitwy, nagle się ulotnił - Powiedz, co zajmuje twe myśli? - zapytał gdy byli już w pokoju.
- Podczas modlitwy, w mej głowie narodził się plan odzyskania naszego państwa - zamilkła, książę się nie odezwał więc kontynuowała - Mógłbyś, Mój Panie, wysłać mnie na targ, bym przekazała i przekonała kobiety które tam są, by ci zaufały i walczyły po naszej stronie. Były by naszą armią. A dzień później przybyłbyś, Mój Królu, uwolnilibyśmy je i wypowiedzieli bitwę twemu stryjowi.
Zamilkła. Aladar w ciszy rozważał jej słowa, spojrzał na swą towarzyszkę i powiedział ze spokojem, który rzadko go opuszczał.
- Myśl twa, Greitsien jest niezwykle mądra choć w tym planie bym coś zmienił. - dostrzegając nieme pytanie malujące się na twarzy elfa, rzekł - nie ty wyruszysz na targ, pójdzie tam Eponii. Nigdy nie zaufam jej tak jak dawniej, lecz nie uczyni nic wbrew mej woli póki będę miał Cosette u boku. Nie narazi jej na cierpienie.
Po tych słowach ułożył się do snu. Jak co dzień przywołał do siebie Greit, mówiąc że nie chce, aby zmarzła. Elfijka wtulona w ramiona swego króla, zaczęła myśleć o tym, co od dawna odstawiała na boczny tor. Nazajutrz miała rozpocząć się bitwa i musiała zająć myśli tym tematem. Wciągnęła głęboko powietrze i rozluźniła się czując znajomą woń swego pana. Pachniał trawami i żywiołokłosem - rzadkim zielem leczniczym.
,,Dlaczego gdy słyszę imię bądź głos mego króla, serce raduje mi się w piersi? A Jego dotyk powoduje przyjemne drżenie? Czymże są te odczucia? - myślała i naraz wspomniała słowa swego ojca wypowiedziane rankiem w dzień Wielkiej Bitwy ,, To nie jest oddanie, Greit to coś o wiele potężniejszego." - Cóż chciałeś mi przekazać ojcze? Coś o wiele potężniejszego... lordowie mówili o najpotężniejszym z uczuć, zwali je miłością. Czy to prawda? Jeśli tak, to skazana jestem na miłość nieszczęśliwą, bo mój pan nie pokochałby zwykłego elfa, takiego jak ja. A nie ma nikogo, kto równałby się Aladarowi. Lecz mimo to będę mu zawsze wiernie służyć. - westchnęła rozkoszując się tym zapachem - Tak, zaprawdę, miłuję mego Pana, a w imię miłości warto żyć warto, warto też umierać."
Zasnęła z uśmiechem na twarzy, nieświadoma że myśli mężczyzny u jej boku kroczą w tym samym kierunku, a jego usta wyszeptały nieme: ,,Kocham Cię, Greitsien".
Ranek minął zaskakująco prędko. Po posiłku, gdy nadszedł czas na ćwiczenia, Aladar rozpoczął mówić o planie który zeszłej nocy ustalił z Greit.
- Eponii, wyruszysz jeszcze dziś. - uniósł dłoń powstrzymując protest - Przyjdziemy na targ o zachodzie, z bronią i odzieżą. Przekaż kobietom to co ci rzekłem i czekaj na nas. Zmieńcie stroje.
Po tych słowach sam wypowiedział słowa mocy i związał dłonie swym służkom. Otworzył drzwi, robiąc pierwszy krok ku odzyskaniu Avalonu.
Gdy szli już między kobietami, nie było tam żadnego mężczyzny prócz ich księcia. Ten podszedł do Rue i szepnął do jej ucha:
- Nie zawiedź mnie, lordowska córko. - po czym rzekł głośniej - Przywiążcie ją.
Greit wykonała polecenie. Eponii ze smutkiem patrzyła na Cosette. Wnet jej spojrzenie się zmieniło. Stała się silna i zdeterminowana, by wykonać polecenie. Książę odwrócił się i pociągając za sobą swe służki. Wrócili do domu i rozpoczęli ćwiczenia.
Aladar wzywał kolejno każdą z nich i staczał pojedynki. Następnie nakazał przynieść czystą tkaninę i zanurzył ją w misie z mieszaniną wody i złotego owocu Neusa. Szepnął słowo mocy i wyciągnął materiał. Był złoty. Następnie wziął drugą misę, naciął sztyletem swój palec tak, by wpadła tam kropla jego krwi, następnie wyciągnął niewielki bukłak trzymany pod ubraniem i dodał do niej nieco jego czerwonej zawartości. W powietrzu unosił się słodki zapach.
- Greitsien, pamiętasz ten zapach?
- Ogniokrzew - odparła cicho.
Aladar chwycił kosmyk swoich włosów, uciął je i niczym pędzel zanurzył w misie. Na złotej tkaninie zaczął malować profil uskrzydlonego lwa stojącego na dwóch łapach. Następnie obrysował tą czerwienią brzegi materiału. Podniósł się i wybrał ze ściany z bronią prosty długi kij. Ułożył go na brzegu tkaniny i szepnął słowo mocy, a nici zmoczone w soku ogniokrzewu trwale splotły się z kijem. Książę wstał, chwycił go i uśmiechnął się ciepło. Greit, która z daleka przyglądała się poczynaniom Aladara, rozpoznawszy co wykonał jej król, zbliżyła się i dotknąwszy tkaniny, przyklęknęła by oddać cześć symbolowi Avalonu.
- Wstań, Greitsien - rzekł książę - Cosette podczas bitwy poniesiesz sztandar.
Po czym oparł go o ścianę. Następnie udał się do kuchni i przyniósł z stamtąd cztery owoce Neusa, każdy skropił sokiem ze swego bukłaka. Podał je dziewczynom i zjadł swoją porcję. Neus ma zazwyczaj słodki sok, choć w Festii był nieco gorzkawy  natomiast ogniokrzew był niezwykle słony, mimo to każdy zjadł swój owoc nie komentując tego. 
- To ziele, ogniokrzew da nam siłę do walki - powiedział Aladar - przygotujcie broń.
Dziewczyny złożyły swój rynsztunek przed sobą i kolejno sprawdzały. Naciągały cięciwy, ostrzyły miecze i sztylety, dobierały strzały. Gdy nadszedł czas przebrały się i uzbroiły, a gotowe do bitwy stanęły przed księciem, który z uśmiechem poprowadził je do drzwi. Do Avalonu.
I tak opuścili dom. Cosette ze sztandarem, obok niej Samanta gotowa bronić jej z narażeniem własnego życia, a na przedzie Greit u boku Aladara.
Gdy znaleźli się na targu, elfy równocześnie wyszeptały słowa mocy, a liny krępujące kobiety znikły. Uwolnione odbierały broń od Greit i stawały u boku księcia murem. 
Z budynków zaczęli wychodzić uzbrojeni mężczyźni. 
Wojna się rozpoczęła.

...Cosette ze sztandarem, obok niej Samanta...